Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC

Blood Bowl - już graliśmy!

 Uniwersum Warhammera pełne jest wojen. W zasadzie to bez przerwy zamieszkujące ten świat nacje co najmniej piorą się po mordach, częściej jednak używając argumentów w postaci sztachet nabitych gwoździami tudzież zabójczych toporów. Nie odkryję Ameryki na nowo stwierdzeniem, że „głupi wiek” każdy kiedyś zostawia za sobą, staje się zmęczony szaleńczym trybem życia i decyduje się na spokojniejsze rozrywki. Przyjaznych mieszkańców uniwersum Warhammera ten stereotyp też dosięga – a że lubią futbol amerykański, to często przychodzą na mecze, albo sami ganiają za piłką od linii do linii.

 
Witajcie w Blood Bowl, kandydującemu do miana najbardziej pokręconej gry 2009 roku. Pomysł pierwszej świeżości może to nie jest, bo dzieło Cyanide Studios to nieoficjalna kontynuacja Chaos League, który ukazał się w 2004 roku, ale wykorzystanie w grze właśnie nacji ze świata Warhammer oraz odświeżona szata graficzna i garstka nowych rozwiązań pozwalają poczuć jeszcze raz ducha specyficznych rozgrywek. O co tutaj chodzi? Ogólnie rzecz biorąc mamy do czynienia z futbolem amerykańskim, a raczej specyficzną jego odmianą, gdzie zasady są nieco umowne, a słowo „kontuzja” oznacza nie tylko brak możliwości bezpiecznego kontynuowana gry, ale zwykle niemożność samodzielnego podniesienia się zawodnika z boiska. Najwięksi twardziele z NFL woleli by tutaj cały mecz przesiedzieć na ławce rezerwowych, a i tam niezbędna okazałaby się duża paczka pampersów z promocji.
 
image
 
Zasady są proste jak drut – wystarczy przechwycić piłkę i dobiec z nią za linię końcową po połowie przeciwnika, aby zdobyć przyłożenie. Problem w tym, że przez pierwsze dwie godziny nie zdobyłem ani jednego. Każdy rajd kończył się na efektownym dziele sztuki o nazwie „But w twarzy”. Blood Bowl wbrew pozorom nie jest bowiem grą akcji, gdzie liczy się małpia zręczność, ale strategią turową. I to niełatwą – każdy ruch trzeba przemyśleć, odpowiednio zaplanować atak i dbać o realizowanie taktyki. Nieco szczęścia przy rzutach kostką również jest mile widziane. Gra na tak zwaną „pałę” nie zdaje egzaminu. Nawet na najniższym poziomie trudności sztuczna inteligencja stanowiła – przynajmniej dla mnie, raczej laika jeśli chodzi o futbol amerykański – całkiem spore wyzwanie. Powód to prawdopodobnie fakt, że opisywana tutaj gra to kopia figurkowego Blood Bowla w proporcjach 1:1. Kopia wykonana nader dobrze, trzeba dodać. I wspomnieć o miłej opcji dla osób, których żmudne przestawianie figurek i planowanie nie bawi – do dyspozycji twórcy oddali też tryb Blitz, w którym akcja dzieje się na zasadach strategii czasu rzeczywistego z opcją aktywnej pauzy. Jest chaotycznie, ale gra zyskuje wtedy sporo na dynamice.
 

<!--pagebreak-->

Blood Bowl to produkcja całkiem rozbudowana i skomplikowana. Początki są trudne, gdyż trzeba się odnaleźć w gąszczu zawodników o wymyślnych nazwiskach, do tego dochodzą pozycje i role na boisku, masa umiejętności specjalnych (rzut goblinem jest chyba najciekawszy), słabych i mocnych stron graczy. To wszystko musimy przełożyć na plac gry, czyli rozplanować optymalne ustawienie, maksymalnie wykorzystać zalety posiadanych zawodników i jednocześnie dbać o to, aby przeciwnik zbyt łatwo nie korzystał z ich wad. Grając kampanię dodatkową rzeczą do ogarnięcia jest zarządzanie budżetem. Za zdobytą na turniejach kasę zatrudniamy futbolistów na stałe lub wynajmujemy gwiazdki na jeden mecz. Uniwersum Warhammera to przegnity złem świat, dlatego też – podobnie jak w naszej rodzimej Ekstraklasie – przekupienie sędziego to tylko i wyłącznie kwestia złotych monet. Pieniądze przydają się też na zakup różnorakich wspomagaczy, na przykład apteczek które pozwalają na przywrócenie do zdrowia kontuzjowanego zawodnika.  
 
Pozory mylą po raz kolejny, jeśli spojrzymy na grę pod kątem klimatu. Wygląd pudełka przywodzi na myśl mroczny tytuł, gdzie krew leje się hektolitrami, a uśmiech zakopano głęboko pod powierzchnią Ziemi już wieki temu. Nic bardziej mylnego! Nie wiem, może po prostu nieczuła świnia ze mnie, ale na początku – zanim zdążyłem do specyfiki Blood Bowla przywyknąć – nieźle się uśmiałem. Wyobraźcie sobie taką sytuację – zawodnik biegnie z piłką, mija ogromnego Trolla robiąc unik, przeskakuje nad bezradnym blokującym i kiedy jest już na ostatniej prostej przed przyłożeniem, robi dynamiczne salto i pada na glebę w akompaniamencie braw i kroplach krwi, sprawca całego zamieszania – Czarny Ork – nie posiada się z radości, a na ekranie pojawia się sugestywny napis „Turnover”. Do tego skrzeczący komentator i jego pełne specyficznego humoru komentarze. Jest dowcipnie, całkowity brak powagi świetnie pasuje do Blood Bowla – za to leci ode mnie spory plus dla tej gierki. Z racji tego, że miałem okazję grać w wersję beta kwestię oprawy graficznej i wszelkich bugów czy lekkich niedoróbek zostawię sobie na czas pisania recenzji, póki co chcę się wstrzymać od oceniania tych elementów. Co oczywiście nie oznacza, że mamy do czynienia z jakąś katastrofą.
 
image
 
Premiera w piątek. Osobiście czekam na pełną wersję, gdyż beta z udostępnionymi tylko dwoma z ośmiu nacji zaostrzyła mi apetyt na więcej. Blood Bowl z pewnością jest wart uwagi ze względu na niecodzienne podejście do tematyki futbolu amerykańskiego, brutalną i jednocześnie mało poważną rozgrywkę oraz solidną dawkę humoru niewysokich lotów.