Przed zagraniem w Zew Prypeci mój stosunek do serii S.T.A.L.K.E.R można było określić jako dosyć ambiwalentny. Z jednej strony dostaliśmy dosyć ambitne tytuły osadzone w szalenie interesującym klimacie katastrofy Czarnobylskiej, lecz niesamowita ilość błędów oraz niestabilność napędzającego produkcje silnika potrafiła mnie niesamowicie sfrustrować. W polubieniu cyklu na pewno nie pomagały nieco zbyt zagmatwana ścieżka fabularna oraz kiepsko wyważony poziom trudności. Pomimo tych wszystkich niedociągnięć zarówno Cień Czarnobyla jak i Czyste Niebo potrafiły jednak dostarczyć całkiem sporo bezkompromisowej rozgrywki, która pozbawiona była szeregu popularnych obecnie „usprawnień” mających na celu „umożliwienie dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców,” co niestety prawie zawsze synonimiczne jest z maksymalnym spłyceniem gry. Podjęcie ciekawej tematyki oraz wykreowanie tajemniczego i przygnębiającego uniwersum pozwoliło produkcjom ukraińskiego GSC Game World na odniesienie przyzwoitego sukcesu, lecz osobiście zawsze miałem wobec S.T.A.L.K.E.R.Ó.W. uczucie pewnego niedosytu. Czy zostało one zaspokojone przez najnowszą odsłonę serii, czyli Zew Prypeci ?
Fabuła gry wciela odbiorcę w postać majora Diegtiariowa, który zakamuflowany jako Stalker ma przeniknąć w struktury społeczności poszukiwaczy artefaktów i dyskretnie zbadać niepowodzenie wojskowej akcji „Tor Wodny.” Misja owa miała na celu odzyskanie kontroli nad Zoną, lecz już jej początkowa faza zakończyła się spektakularną porażką. Pięć wysłanych na zwiad helikopterów w niewyjaśnionych okolicznościach rozbiło się, a załoga uważana jest za zaginioną. Nasz cel jest oczywisty – znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy. W porównaniu do poprzednich odsłon serii ścieżka fabularna jest dosyć prosta i nieskomplikowana, lecz w moim odczuciu wyszło to grze na plus. Od początku mamy przed sobą jasno wyznaczone cele i nie gubimy się w coraz to nowych pomysłach panów scenarzystów. Zew Prypeci można uznać za sequel dla Cienia Czarnobyla, gdyż zakończony jest wątek przygód Strieloka, a koniec gry dosyć jasno podsumowuje wydarzenia przedstawione we wszystkich dotychczasowych odsłonach serii. Daje to uczucie zakończenia pewnego rozdziału i nie spodziewałbym się już kolejnej gry bazującej na dotychczasowym schemacie. Wszystko wskazuje na to, że developer chciał ostatecznie zakończyć rozpoczęte wątki aby spokojnie móc zabrać się za produkcję pełnoprawnej drugą część serii. Wydźwięk zakończenia gry w znacznym stopniu zależy od decyzji podjętych w trakcie przygody, co może zachęcić do powtórnego sięgnięcia po tytuł.
Schemat rozgrywki doczekał się szeregu zmian, które pokazują, że producent starannie zanotował narzekania graczy co do poprzednich produkcji. Wobec faktu, że główny wątek fabularny jest tym razem nieco ubogi, to ciężar posuwania gry do przodu został położony na zadania poboczne, których jest aż ponad 70. Nie są to jednak schematyczne i dodane na siłę sidequesty znane z poprzednich tytułów, lecz całkiem interesujące i ciekawie zaplanowane mini-przygody, których nie powstydziłaby się produkcja z gatunku RPG. I to właśnie dzięki mnogości zadań pobocznych grając w nowego S.T.A.L.K.ER.A. w dużej mierze czułem się jakbym obcował z rasową grą fabularną, a nie tylko z FPS’em posiadającym jej elementy. Dodano także serię wyborów moralnych, a jako, że Zona to obszar rządzący się własnymi prawami, to nie są one zbyt oczywiste. Zrezygnowano za to z zaimplementowanej w Czystym Niebie wojny frakcji, która dodawała do serii więcej chaosu niż przynosiła pożytku.
Dostępny do eksploracji teren w Zewie Prypeci podzielono na 3 obszary, co choć samo w sobie wydaje się być małą liczbą, to miejscówki owe zaskakują zarówno swoją rozległością jak i niezłym zagospodarowaniem przestrzeni. Do przemieszczania się między obszarami potrzebujemy usług płatnego przewodnika, więc developerzy odebrali nam nieco swobody w eksploracji. Takie rozplanowanie gry w praniu sprawdza się jednak prawie idealnie, a system ten znacząco wpływa na poczucie spójności świata przedstawionego. Co charakterystyczne dla serii, gra emanuje wręcz sugestywnym post-apokaliptycznym klimatem, w porównaniu z którym trzeci Fallout wypada naprawdę blado. W tym aspekcie udało się autorom stworzyć grę niemal idealną i nie zanosi się jak na razie aby żaden inny tytuł mógł się w budowaniu atmosfery choć zbliżyć do dzieła GSC.
W Zonie nie brakuje oczywiście sporego arsenału dostępnego dla Stalkerów wyposażenia, na które składają się pokaźny zestaw broni jak i pancerzy, a także różnego rodzaju medykamenty, które pozwalają naszemu bohaterowi między innymi przeżyć spotkania z anomaliami lub bez szwanku wyjść z emisji. Powraca także znany z Czystego Nieba system ulepszania posiadanego sprzętu oraz konieczność jego naprawy, a czynności te możemy wykonać u dwóch znajomych mechaników. Zanim jednak zaczną dłubać przy naszym arsenale to trzeba im dostarczyć zestawy narzędzi, które są dość sprytnie poukrywane. Do gry dodano wymóg cyklicznego odżywiania się, a gdy nie chcemy np. podróżować w nocy to możemy przyśpieszyć czas udając się na spoczynek. Liftingu doczekał się też interfejs użytkownika, który jest teraz nieco przyjemniejszy w obsłudze.
Najważniejszą kwestię, tj. sprawę bugów zostawiłem sobie jednak na koniec. Co było dla mnie szalenie zaskakujące, większych niedoróbek po prostu nie zauważyłem. Czyste Niebo po premierze było praktycznie niegrywalne, a chcąc ukończyć Zew Prypeci można się obyć bez instalacji tony poprawek czy wykonywania jakiś trików. To samo tyczy się silnika gry, czyli X-Ray Engine, który jest bardzo stabilny i nigdy nie zdarzyło mi się nagminne w poprzednich grach wyjście do pulpitu. Trzeba jednak przyznać, że pomimo zastosowania najnowszych efektów DX 11 grafika S.T.A.L.K.E.R.A nieco się zestarzała, a szczególnie widać to po archaicznej animacji postaci. W dalszym ciągu zachwycają jednak realistyczne oświetlenie i promienie słońca, a sam silnik wydaje się być lepiej zoptymalizowany. Nie można przyczepić się za to do strony dźwiękowej Zewu Prypeci; odgłosy otoczenia są bardzo sugestywne, a podczas potyczek do boju zagrzewa nas ostrzejsza muzyka. Można także pochwalić polską wersję językową z charakterystycznym głosem Mirosława Utty, który nałożony jest na oryginalne dialogi rosyjskie, co daje swojski efekt oglądania filmu w rodzimej telewizji.
Wydźwięk tej recenzji jest więc jednoznaczny; dostaliśmy S.T.A.L.K.E.R.A idealnego, który pozbawiony jest większości niedoróbek swoich poprzedników , a brak widocznych bugów pozwala wreszcie na nieskrępowane chłonięcie fantastycznego klimatu Zony bez ciągłej frustracji spowodowanej niemożnością wykonania jakiegoś zadania czy problemem ze stabilnością programu. Zauważyć można, że developer wyciągnął wnioski ze swoich wcześniejszych błędów, co napawa optymizmem w oczekiwaniu na zapowiedzianego już S.T.A.L.K.E.R.A z numerem dwa. Zarówno nowym graczom jak i weteranom serii naprawdę polecam zapoznanie się z Zewem Prypeci.






Delicious
StumbleUpon
Reddit
Facebook
Wykop.pl
Gwar.pl