Niczym Ikar szybujesz w przestworzach
Każdą misję rozpoczynasz jako żołnierz 82. Amerykańskiej Dywizji Spadochronowej. Oczywiście w tym momencie każdy chyba wie, że wszystkie operacje, czy to Market Garden, czy inne zaczynają się bezwładnym lotem opadającym w przestworzach. Gdy jesteś w powietrzu wokoło cały czas coś się dzieje. Nie dość, że masz możliwość, a nawet powinność korygowania toru lotu w powietrzu, to na dodatek wszystko dookoła Ciebie wybucha, a samolot dostaje działkiem przeciwlotniczym, kłębiąc się w tumanach ognia, wszędzie giną piloci, a ty sam modlisz się, by żaden zbłąkany pocisk nie zakończył Twojego żywota jeszcze w powietrzu. Ogromne znaczenie ma to, gdzie wylądujesz. Jeśli korygując lot opa
dniesz wprost na niemiecki, czający i przygotowujący się do uderzenia oddział, nie masz szans na przeżycie, o ile nie wylądujesz za ich plecami i nie wyrżniesz wszystkich trzymanym w ręku orężem. Sztuk broni naliczyłem osiem, a do dyspozycji oddano nam, jak zwykle zresztą, typowy zestaw każdego amerykańskiego, bądź niemieckiego żołnierza: M1 Garand, Thompson, Browning Automatic Rifle, Kar98k, MP40, MP44 oraz "Garand Snajperski". Wszystko byłoby fajnie, ale niestety fakty historyczne nie są mi obce i wiem, że najczęstszym uzbrojeniem spadochroniarzy amerykańskich był lekki karabinek M1A1 Carabine, ze względu na swoją poręczność, składaną kolbę, a także niewielkie rozmiary. Dlaczego go tutaj zabrakło? Wiem, wiem - czepiam się, ale takie chwilowe nieścisłości przynajmniej mnie dają się ostro we znaki.
Lecąc tak sobie w powietrzu i oczekując na to, by twoje stopy wreszcie dotknęły podłoża, podziwiać możesz piękny obraz wojny toczącej się dokładnie pod tobą. Działa przeciwlotnicze ciągle prujące w górę, żołnierze nerwowo wychylający się zza rogu, by wgnieść w ziemię przeciwnika celnym strzałem prosto w twarz oraz bohaterskie wyczyny aliantów (a jakże!), którzy narażając własne życie ratują kolegów spod nieprzyjacielskiego ostrzału. Wszystko to buduje świetny, wyczuwalny i namacalny wręcz klimat II Wojny Światowej. Zabrakło tylko typowego brudu (żołnierze i otoczenie lśni) i flaków, bo nawet jeśli trafisz karabinem snajperskim w głowę, mózg nie rozbryźnie na wszystkie strony, co jest albo niedopatrzeniem, albo celowym zagraniem, by produkcję chcieli sprzedawać nawet Niemcy.
"What are you fuckin doing!?"
Gdy już wylądujesz na ziemię, goście z EA także przygotowali kilka świeżych patentów. Wbijasz niczym berserker w sam środek oddziału przeciwnika, to od razu twoi kumple zaczynają drzeć mordy byś się schował, że nie masz szans i abyś nie wariował bo zginiesz raz dwa. Jedna akcja po prostu zwaliła mnie z nóg. Otóż gdy po ciężkiej batalii w jakimś francuskim miasteczku wracałem „z tarczą” do swego oddziału środkiem wąskiej drogi, nagle mój pomagier na cały głos krzyknął: "Behind You!" (Za tobą!) i kilkoma celnymi seriami z pistoletu maszynowego powalił na ziemię nazistowskiego strzelca, mierzącego do mnie od kilku sekund. Wspani
ałe jest to, że, przynajmniej w kwestii interakcji słownej z naszymi kamratami czujemy, że w tej wojnie nie walczymy sami. Emocje żołnierzy, którzy walczą z Tobą ramię w ramię są tutaj nad wyraz widoczne. I całe szczęście. Uczucie bycia jednym z wielu trybików w tej wojennej machinie potęguje fakt, że często nie słychać co i kto do Ciebie mówi, szczególnie gdy zostaniesz ogłuszony jakimś cięższym pociskiem z czołgu, bądź innego działa. Bardzo podoba mi się taki obraz wojny klimatycznej przedstawionej przez EA i chciałbym, by na konsolach nowej generacji zastosowano podobne patenty. Patenty patentami, ale nie zmieniają one jednak faktu, że pomimo tego, iż działasz w grupie, wszystko musisz robić sam. Choćbyś nie wiem jak dawał się wykazać swoim kumplom, to praktycznie zawsze się zawiedziesz. Wyobraź sobie, że wpadacie w dziesięciu do malutkiego miasteczka opanowanego przez siły Osi i trójka żołnierzy "pilnuje tyłów", trójka biega jakby im pochodnie wsadzono w tyłek, dwóch ubezpiecza drzwi, do których zaraz wpadniesz Ty, a za Tobą jeden z Twoich kamratów. I co mi po takiej wojnie? Na co mi ci wszyscy pomagierzy z oddziału, jeśli tak naprawdę nic (oprócz ściągania szkopów za moimi plecami) nie potrafią zrobić sami? Można zrozumieć pewne ograniczenia sprzętowe, ponieważ PlayStation 2 to konsola, która ma już siedem lat na karku i tylko dlatego nie jest to aż tak duży minus. Gdyby podobna sytuacja miała miejsce w przypadku PS3, bądź Xbox'a360 - nie miałbym żadnych skrupułów, by doszczętnie zjechać i zniszczyć grę.
Aż w końcu twój pocisk dociera do oczodołu przeciwnika
Sama jatka nie zachwyca niczym nowym. Szczerze powiedziawszy, to ja zupełnie nie wiem, nad czym tak się wszyscy recenzenci z całego świata rozpływają. Przecież tak naprawdę poza klimatem i kilkoma niezłymi wstawkami gra nie oferuje praktycznie niczego! Wszystko jest toporne, całe te heroiczne walki w miastach, na otwartych terenach, obrony kościołów, ruin to zaskryptowane, przewidywalne i mało dynamiczne wydarzenia. W jednej z misji latamy po prostu po okopach i wysyłając kolejnych szkopów do nieba podkładamy kolejne bomby pod kolejne działa, zbierając kolejne porcje amunicji i likwidując kolejnych gości przy kolejnych oddalonych MG42 (niemiecki ciężki karabin maszynowy). Fragment tekstu, który przed momentem przeczytaliście nie wydał się Wam nudny? Tak samo jest niestety w grze. Z kolei w innej misji brniemy radośnie przez miasto w ambitnym celu wycięcia w pień wszelkiego życia. Trafimy nawet na "bardzo ambitny" moment, w którym uwikłani zostaniemy w pojedynki z kilkoma snajperami jednocześnie, ale zamiast porozmieszczać ich w jakichś dogodnych pozycjach jak wyrwa w murze, czy pod trawą, zaczajonych tylko po to, by wymierzyć nam jeden - celny pocisk, twórcy ustawili ich maksymalnie widocznych gdzieś na dachach czy rurach zniszczonej konstrukcji. Żołnierze Osi zachowują się, jakby byli zupełnie nie przeszkolonymi żółtodziobami (tylko trafiają notorycznie), nie znającymi się kompletnie sztuce nowoczesnej walki. Ciągle wracają w te same miejsca, strzelają w tę samą stronę, a trafić są w stanie z każdej pozycji, co jest po prostu chore. Nie ma takiego przegięcia jak w Medal of Honor: Allied Assault, gdzie wychylając kawałek ramienia, członek Wehrmachtu był w stanie wypłacić Ci śmiertelną serię pistoletem maszynowym MP40 z odległości około 150 metrów, ale żołnierze i tak zachowują się nierealistycznie. Niby czają się za przeszkodami, niby starają się unikać kontaktu z amerykańskimi pociskami, ale najczęściej im to po prostu nie wychodzi. Wystają maksymalnie zza przeszkód, co umożliwia łatwe, szybkie i niekoniecznie przyjemnie ich likwidowanie. Uderzenie z kolby (atak meelee) wykonano tutaj bardzo hmm... plastikowo, choć wióry po walnięciu w drewniane powierzchnie lecą aż miło. Słowem: wszystko tutaj wybucha, często jest bardzo ciężko przejść daną misję,
szczególnie na najwyższym poziomie trudności, czołgi jak to zwykle bywa i bywało zeza maja straszliwego, nie potrafią praktycznie nigdy dosięgnąć niczego żywego, żołnierze zachowują się jak uczennice z francuskiej szkółki, a elementy otoczenia są nudnie statyczne, nie wnosząc nic do akcji, której intensywność pozostawia wiele do życzenia. Oj to był prawdziwy strumień, a nawet wytrysk krytyki...
Zawsze uważałem, że Niemcy nie są zbyt przystojni...
...i nie inaczej jest w przypadku Medal of Honor: Vanguard. Sama oprawa graficzna jest, jak na PlayStation 2, "jedynie" dobra. W ruchu wszystko wygląda bardzo fajnie, a animacja praktycznie w ogóle nie przycina, choć zdarzają się momenty zakrztuszenia. Amerykańscy bohaterowie wyglądają świetnie. Mimika ich twarzy odwzorowana została z należytą pieczołowitością, a poruszając się nie wywołują żadnych odruchów wymiotnych. Wszystko prezentuje się w miarę dobrze, nic raczej nie odbiega jakością, ale na jeden fakt muszę zwrócić uwagę - levele wykonane zostały na starą, liniową i dość klasyczną modłę. Zero jakichkolwiek wyborów co do sposobu przejścia danej misji. Wszystko jest z góry ustalone, przewidziane w pełni przez programistów i brak tu jakiejkolwiek możliwości ingerencji w wydarzenia dziejące się na ekranie. Możesz wyłącznie strzelać, biegać i wysadzać. Zadbano także o plastyczną animację wszelkich wojaków, pałętających się w grze, perfekcyjnie odwzorowano refleksy świetlne dostające się do zaciemnionych pomieszczeń przez niewielkie otwory w oknach, nieprecyzyjnie zabitych deskami. Jest także sporo zieleni, czołgów, a także tumany kurzu i pyłu rosnące przed naszymi oczami w przypadku uderzenia pociskiem większego kalibru, ale powiem wprost – nic nie wygląda fenomenalnie. Jest po prostu „tylko dobrze” i tyle. Jeśli jednak chodzi o fizykę zastosowaną w grze, to czasem płakać mi się chciało, gdy trafiałem gościa prosto w środek twarzy, on padał do przodu.
Gdyby Albert Einstein, bądź moja nauczycielka fizyki (przepuści mnie pani do następnej klasy? – dop. Pyszny) to ujrzeli, zwątpiliby w jakikolwiek sens nauczania ich „wspaniałego” przedmiotu. Dorzucę jeszcze tylko parę słów o oprawie dźwiękowej. Oprócz tego, że świetnie odwzorowano wszelkie krzyki pola bitwy, to gdy po raz pierwszy usłyszałem odgłosy broni, zwątpiłem. To jest tragedia. BAR - ręczny karabin maszynowy, który waży prawie 9 kilogramów powinien wydawać dźwięk gruby i tubalny, a brzmi jak Thompson (pyrkanie), który natomiast w grze przypomina bardziej BARa. Odgłosy otoczenia są bez zarzutu i nie mam zamiaru się czepiać, bo tak naprawdę nie zwracałem na nie zbytniej uwagi, będąc wciąż zakochany w klimacie nowego Medal'a. Wiadomym mi jest tylko, że wspaniale wpływają na klimat i jest to ogromny ich plusem.
Szkoda tylko, że ma to dwojakie znaczenie. Z jednej strony klimat owej produkcji po prostu miażdży, momenty gdy Twoi kamraci drą się na Ciebie to chyba najwspanialsze chwile w historii serii Medal of Honor (pomijając Omaha Beach w Allied Assault), obraz wojny został w miarę przystępnie i prosto wykreowany. Z drugiej natomiast – tak, Medal of Honor: Vanguard jest jak wojna, ponieważ podczas grania czekałem tylko na to, kiedy się skończy. Ciągle miałem w głowie myśli: „no ile jeszcze?”, „cholera gram w to tylko dlatego, że recke muszę napisać”, bądź „ku*wa no ile można!?”. I wiecie co? Ku mojemu zdziwieniu ukończyłem grę w słownie: C-Z-T-E-R-Y I P-Ó-Ł G-O-D-Z-I-N-Y. Fakt, że produkcja kosztująca 169 złotych trwa niecałe 300 minut jest jej niewątpliwym gwoździem i kołkiem w serce do trumny. Ocena miała być zdecydowanie wyższa , ale sumienie nie pozwoliłoby mi Was oszukać. Sorry...<!--pagebreak-->




Delicious
StumbleUpon
Reddit
Facebook
Wykop.pl
Gwar.pl
Odpowiedzi
Re: Medal of Honor: Vanguard
Ujio (niezweryfikowany) - 15 kwiecień, 2007 - 22:24Pyszny, Ty czasem nie przesadzasz? "Animacja praktycznie w ogóle nie przycina..." - heh... w jaką Ty wersją Vanguard'a grałeś? Bo w mojej tną sią menu'sy, nie mówiąc już o samej grze. [smiley=wink]
Re: Medal of Honor: Vanguard
maXim (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 04:30Moze masz gorszy sprzet w swoim PS2?? [smiley=laugh] ^^
Re: Medal of Honor: Vanguard
Pyszny (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 06:10nie nie nie nie nie oczywiscie - animacja w menu kaszani sie strasznie, a podczas gry czasami sie coś tnie, ale nie ptrzeszkadza to w zabawie... i możliwe jest również to, że możesz miec cos z laserem, bo ja Vanguarda testowałem na PS3 tak wiąc wiesz... i napisalem ze zdarzaja sie momenty zakrztuszenia pozniej prawda?
Re: Medal of Honor: Vanguard
Maniek (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 11:42hehe to co piszesz że recenzja jest na ps2?? jak grałeś na ps3??
Re: Medal of Honor: Vanguard
Pyszny (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 11:54:| ta gra jest tylko na PS2 a ją w nią grałem na PS3 = wsadziłem płytką z PS2 do PS3 i poszło xD lol
Re: Medal of Honor: Vanguard
Shta$ (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 13:00ale prądkość podczas emulacji nie równa sią prądkości na macierzystym sprzącie. chociaż w tym wypadku, na ps3 byloby wolniej, chyba, ze ta gra jest "wyjątkiem".
Re: Medal of Honor: Vanguard
Anty (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 16:40Man!ek Ty naprawde jest glupi prawda? Twoje teksty to dno. W wątku o cytuje: "wierzy" ukazałes to w 100%
Re: Medal of Honor: Vanguard
Silmarill (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 18:07Wygląda na to, iż nie warto wydawać na tą gre kasy,lepiej chyba zainwestować w noego Call of duty 3 :>:>. W ogóle to ostatnio z serią MoH jest trocha cienko.
silmaril ma pełną racje!
Pyszny (niezweryfikowany) - 16 kwiecień, 2007 - 20:51silmaril ma pełną racje!
Re: Medal of Honor: Vanguard
Lucek (niezweryfikowany) - 17 kwiecień, 2007 - 18:57uwazajcie bo nadchodzi Airborne [smiley=happy]
Re: Medal of Honor: Vanguard
Foxer (niezweryfikowany) - 17 kwiecień, 2007 - 19:40najlepszy MOH do tej pory to był Pacific Assault na PC
Re: Medal of Honor: Vanguard
Pyszny (niezweryfikowany) - 17 kwiecień, 2007 - 20:13a moim zdaniem najlepszymi medal of honorami były dodatki spearhead i breakthrough, a jakże!
Re: Medal of Honor: Vanguard
Foxer (niezweryfikowany) - 18 kwiecień, 2007 - 18:55No też prawda Allied Assault wogule razem z dodatkami był genialny poza PC taka naprawde dobry medal of honor nie wyszedł...
Re: Medal of Honor: Vanguard
maXim (niezweryfikowany) - 19 kwiecień, 2007 - 07:13Foxwr ma racje [smiley=happy]
a kiedy bądzie na pc
kris17 (niezweryfikowany) - 20 kwiecień, 2007 - 14:35a kiedy bądzie na pc
Re: Medal of Honor: Vanguard
Mondo (niezweryfikowany) - 21 kwiecień, 2007 - 16:29Re: Medal of Honor: Vanguard
Mondo (niezweryfikowany) - 21 kwiecień, 2007 - 16:30Sorry ale jesteś palant!!!!!!!!!!!!
Palanta masz w majtkach
Globus (niezweryfikowany) - 21 kwiecień, 2007 - 17:06Palanta masz w majtkach
Re: Medal of Honor: Vanguard
Pyszny (niezweryfikowany) - 21 kwiecień, 2007 - 17:07lol dlaczego palant ? bo pojechałem wspaniałą serią medal of honor ? sorki, ale za nazwą nie dostaje sie wysokich ocen... przynajmniej u nas [smiley=laugh]
Re: Medal of Honor: Vanguard
Razorfish (niezweryfikowany) - 14 maj, 2007 - 11:43Kolejny MOH na odwal sią ,grafika okrutna.Aby ją przejść wystarczy zaledwie 6 godzin ,a jak to już zrobisz to nie czujesz satysfakcji.
Najlepszy MOH na ps2 to Frontline .
Re: Medal of Honor: Vanguard
Travers (niezweryfikowany) - 7 październik, 2007 - 15:54a grałeś w Medal of Honor AIrborne Foxer?
Re: Medal of Honor: Vanguard
Travers (niezweryfikowany) - 7 październik, 2007 - 15:57Lucek co racja to racja