Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC

Medal of Honor Heroes

1.jpgGdy we wrześniu 2006 pisałem retrospekcję serii Medal of Honor, o części Heroes niewiele było wiadomo. Miałem jednak nadzieję, że po ostatnich coraz krótszych perypetiach amerykańskich żołnierzy zwiedzających coraz częściej te same pola walki coś się zmieni i to na lepsze. Zapowiedzi jednak nie wróżyły najlepiej, bowiem do łask powracali starzy bohaterowie: Jimmy Patterson, John Baker i William Holt. Jak się jednak okazało, powrót nie dotyczył tylko bohaterów…

 

Medal of Honor Heroes to 3 różne historie. Każdy z wspomnianych już wojaków bierze udział w pięciu misjach. Jimmy Patterson – bohater pierwszego MOH z PSX, odwiedzi skaliste wybrzeża i położone nań miasteczka we Włoszech, poszukując Enigmy i odbierając wrogom zagarnięte tereny. John Baker (Breakthrough) będzie miał okazję moczyć się w deszczowej Holandii, broniąc mostów i przejmując kolejne ulice miast. Trzeci z nich – William Holt, bohater European Assault – dostaje za zadanie odzyskanie i penetrację zaśnieżonych i pełnych zasp pól w Belgii. Tutaj przystaniemy na chwilkę, by zwrócić uwagę na jeden powtarzający się element – przejmowanie terenów. W MOH:H większość misji polega właściwie na tym samym, czyli na przejęciu kilku flag w różnych częściach miasta i utrzymaniu ich do czasu przybycia posiłków. I o ile za pierwszym razem misja taka, dodatkowo ograniczona czasem, to prawdziwy stres, o tyle za każdym następnym staje się to coraz prostsze i bardziej nużące. Dochodzi w końcu do tego, że misje kończymy w połowie przeznaczonego na ich wykonanie czasu. Zdarza się co prawda kilka wyjątków od normy (odzyskanie Enigmy czy wysadzenie konkretnego obiektu), ale to zbyt mała różnorodność. Na osłodę w każdej misji dostajemy też zadania poboczne. Oczywiście, nie muszę chyba wspominać, że i te polegają na tym samym – praktycznie zawsze jest to zebranie jakichś dokumentów, do niczego nieprzydatnych. Jedyne, co ratuje tę sytuację, to fakt nieliniowości w wykonywaniu zadań. Zasługą tego jest nietypowe jak na MOH map (aczkolwiek European Assault było pewnym przedsmakiem). Wszystkie areny zostały stworzone również myślą o trybie multiplayer, są więc tak naprawdę planszami, w których pełno rozmaitych przejść, wejść i zakamarków. Czasami można się2.jpg naprawdę zgubić, zwłaszcza w Holandii, gdzie najwięcej mamy do czynienia z zabudowaniami. Nieraz trzeba obejść całą planszę, aby dojść na widoczny przed nami balkon. Jest to dość ciekawe rozwiązanie, bo za każdym razem możemy przechodzić wszystkie misje w inny sposób i znaleźć najlepszą taktykę. Chociaż tęsknota za wąskimi ścieżkami, ciągnącymi się kilometrami przez lasy i pola, czasami da się wyczuć. Największą zaletą takiego rozwiązania budowy map jest jednak możliwość ustawiania przeciwników, gdzie popadnie – nadciągają oni z każdej strony i nieraz nie wiadomo, za kogo wziąć się najpierw. Nie jest to problem w przypadku dwóch, góra trzech Niemców; gorzej jednak, gdy nagle nie wiadomo skąd pojawi się ich dziesięciu, kilku z nich zacznie ukrywać się za węgłem, a któryś z nich rzuci w sam środek pola walki granat. Wyjdzie z tego nieziemska jatka i pełna nerwówki szarpanina z konsolą. Element zaskoczenia jest chyba najlepszą cechą przeciwników w MOH:H, chociaż jest to zaleta tylko w grupie. Samotnie żołnierz mota się i nie wie, co ma robić – zanim podejmie jakąś decyzję, zazwyczaj skończy żywot. Trzeba przyznać, że sztuczna inteligencja dość często pokazuje, jak mocno jest sztuczna. Nawet nie próbowałem liczyć, ile razy Niemcy zakończyli żywot, dostając granatem, biegając w tę i z powrotem dookoła, zamiast go kopnąć dalej czy przez ostatnie sekundy i tak marnego życia utrudnić mi egzystencję. Ale największą inteligencją w grze wykazują się nasi kumple z oddziału. Strzelają w drugą stronę, wbiegają nam przed nos, a czasem nawet podrzucą coś wybuchowego. Same z nimi utrapienia, chociaż czasami warto zaczekać chwileczkę, aż z grupą równych sobie Niemców odtańczą taniec deszczu i wykonają za nas brudną robotę. Najzupełniej szczerze – chyba na starym poczciwym PSX przeciwnicy posiadali więcej rozumu. O poziomach trudności niewiele można powiedzieć. Ja bym raczej nazwał je poziomami obrażeń, jakie zadają przeciwnicy, bowiem tylko tym różnią się one między sobą. Na najniższym – Green, grę można przejść „na pałę”, ponieważ nie będzie większych problemów z zabiciem wszystkich przy wykorzystaniu jak najmniejszej ilości apteczek (nie tylko dlatego, że jest ich dużo). Veteran i Hero to już nieco bardziej wymagająca rozgrywka, ale gdy opanujemy sterowanie, to te poziomy również nie będą dla nas za trudne. Na opanowanie 3.jpgsterowania potrzeba kilka godzin, gdyż zastosowano tu dość nietypowe rozwiązanie. Analog służy nam do chodzenia w przód i tył oraz do strafe’owania, natomiast kamerą poruszamy za pomocą krzyżyka, kółka, trójkąta i kwadratu. Wydaje się Wam to dziwacznym sposobem? Ja też tak z początku uważałem, ale dość szybko przyzwyczaiłem się do tego rozwiązania i grało mi się naprawdę przyjemnie. Schody zaczynają się, gdy chcemy zdobyć wszystkie medale w grze – powrócono bowiem do tego starego i sprawdzonego rozwiązania. Za wykonanie wszystkich zadań, w tym tych pobocznych, za zabicie większości przeciwników i za sprawność przy strzelaniu co najmniej 60% otrzymamy najlepszy z nich – złoty. Przez pierwsze kilka godzin możecie mieć problemy nawet ze srebrem, więc prędzej czy później czeka Was powtórka z rozrywki. Poza tymi w misjach są też medale specjalne, za zabicie określonej liczby Niemców, korzystanie z konkretnej broni czy ukończenie kampanii na danym poziomie trudności. Również w ten sam sposób dostajemy dodatkowe stroje do trybu Skirmish i Multiplayer. Obydwa tryby mają ze sobą wiele wspólnego. Możemy w nich korzystać z wszystkich map, na których mieliśmy już okazję grać w trybie kampanii – w sumie jest więc 15 plansz do wyboru. Możemy też wybrać wspomniane wcześniej ubrania odblokowane w trakcie gry właściwej, jak i rodzaj broni, jaką będziemy władać w czasie rozgrywki. Skirmish to taki „symulowany” tryb wieloosobowej rozgrywki – zamiast żywego przeciwnika walczymy z komputerem. Sam natomiast multiplayer pozwala na grę łącznie 32 osób, co jest ilością dość ogromną jak na tak małą konsolę. I teraz wychodzi na jaw, dlaczego mapy zostały tak skonstruowane, przez co naprawę docenia się ilość zakamarków i zaułków rozsianych tu i ówdzie.

 

Jak to na naszym świecie bywa, rozum nie zawsze idzie w parze z urodą. Tak jest i w przypadku tej gry, bowiem o ile niewiele brakuje Niemcom do wpadania na ściany budynków i na słupy z roztargnienia, o tyle przyłożono się dość mocno do grafiki. Każdy kraj został oddany z pieczołowitą dokładnością i dopieszczony w każdym detalu. Piękne skały na wybrzeżu Włoskim czy też tamtejsze wioski i miasteczka pełne stylowych kamieniczek, równie okazałe budowle i mosty Holandii lub zaśnieżone pola i pełen aksamitnych tapet zamek w Belgii to istna uczta dla oczu. Grafika stoi na poziomie dokładnie w połowie pomiędzy PSX i PS2. Niektóre obiekty zostały może zbyt uproszczone i są za mocno kanciaste, ale nie mamy nigdzie do czynienia z kiepskimi teksturami (nawet gdy przyłożymy nos do ściany). Ba! Niektóre są dużo lepsze niż w obecnych grach na konsole stacjonarne. Wszystko4.jpg jest kontrastowe i wyraźne, co w przypadku małego ekranu PSP ma niebagatelne znaczenie. Jedynym zmartwieniem jest skalowanie, czasami nie wiadomo bowiem, co tak naprawdę przed nami biegnie, gdzie to ma głowę i ile sztuk owego „ustrojstwa” jest – łatwo więc pomylić wroga z kolegą z ekipy. A gdy dodam do tego szeroki wachlarz strojów Niemców (a zwłaszcza takich specjałów jak piżamka w trybie multiplayer), to naprawdę można się zakręcić.

 

Smuci jednak brak muzyki w grze. Nie wiem, co było tego przyczyną, ale poza menu nie mamy do czynienia z choćby jednym kawałkiem utworów, choć można było wykorzystać chociażby niektóre z poprzednich części, w których muzyki nie brakowało. Kilkusekundowy fragment jednego z nich wykorzystano do sygnalizowania wykonania zadania – ale brak jakiegokolwiek innego tła poza odgłosami naturalnymi dla wojny (strzały i wybuchy w oddali) powoduje, że szybko nam on zbrzydnie. Nie wiem też, czy to wina głośników PSP, czy może lenistwo ludzi od dźwięku, ale podczas strzelania w tle słychać delikatny szum, (podobny powstaje przy nagrywaniu dźwięku na komputer kiepskim mikrofonem), który automatycznie urywa się wraz z ostatnim wystrzelonym nabojem, co nie brzmi zbyt estetycznie. Nie znaczy to, że sam odgłos broni jest zły, ale fakt „urywania” się dźwięku jest w niektórych momentach dość mocno odczuwalny i frustrujący.

 

Najbardziej nie lubię podsumowań. Wiecie dla czego? Bo rzadko kiedy jakaś gra jest na tyle dobra, że mogę ją stanowczo polecić lub odradzić jej zakupu. Zawsze są jakieś za i przeciw. W przypadku MOH:H 7.jpgna korzyść przemawia chociażby możliwość grania w dobrą strzelaninę w każdym miejscu, o każdej porze, oraz rozbudowany tryb Multiplayer. Ale wadą jak niska inteligencja wroga, tylko 15 etapów dla jednego gracza czy brak ścieżki dźwiękowej. Ja – jako wielki fan MOH – przyjmuję każdą kolejną część z otwartymi ramionami, bez względu na to, czy byłaby kiczem, czy nie i staram się wymęczyć ją do końca. MOH:H niewątpliwie do kiczu nie należy, ale nie jest też wspaniałą produkcją – raczej średnią. Udowadnia jednak, że na PSP da się tworzyć wszystkie gatunki gier i nawet brak drugiej gałki analogowej w tym nie przeszkodzi. Miejmy nadzieję, że nie była to ostatnia część tej gry na przenośne konsole i wszystkie niedociągnięcia, jakie tym razem miały miejsce, zostaną poprawione, a tymczasem MOH:H niech zajmie Wam nudne chwile podczas jazdy autobusem czy zajęć w szkole.

Ocena końcowa:

7.8

Dźwięk:6
Grafika:8
Gameplay:8
Żywotność:8
pegi 16+pegi przemoc
Producent: EA Games
Dystrybutor PL: Electronic Arts Polska
Premiera PL: 24.10.2006
Dystrybutor: Electronic Arts
Premiera: 23.10.2006
oficjalna strona www
minusy:
plusy:

Odpowiedzi

Re: Medal of Honor Heroes

Siedzisz na kolejnej, nudnej lekcji j.polskiego i pykasz pod ławką w Medala, WOOOOOOOOOOOOOOOW!

Re: Medal of Honor Heroes

lubią serią Medal of honor ale ta wersja jest beznadziejna