Wydawałoby się, iż po napisaniu recenzji Lego Star Wars mógłbym przekopiować ją w całości i zmienić kilka nazw, by stworzyć reckę Bionicle Heroes. Jednak prawda jest trochę inna. O ile atutem LSW było kultowe uniwersum Gwiezdnych Wojen, tu mamy do czynienia z kompletnie inną rzeczywistością. O sadze George'a Lucasa słyszał niemal każdy - Bionicle uwielbiają jedynie małe dzieci. Jak się to odnosi do samej gry? No cóż, nie jest to zła produkcja, jednak nie posiada nic, co przykuwałoby uwagę do niej na dłużej.
Zestaw klocków Bionicle to chyba obecnie najpopularniejszy prezent dla malucha. Skutecznie reklamowana, banalna historia "oparta" na wierzeniach mieszkańców Polinezji spowodowała, że kieszenie firmy są teraz pełniejsze niż kiedykolwiek. Małe figurki wojowników są sprzedawane za bajońskie sumy, jednak nikt nie zgłasza sprzeciwu. Dzieci kochają Lego, a Lego kocha dzieci i dba o nie. Powstały komiksy oraz filmy o przygodach ich ulubionych bohaterów - teraz czas na grę.
Viva Piraka!
Po sukcesie obydwu części Lego Star Wars, studio Traveller's Tales najwyraźniej błędnie zrozumiało, iż każda gra przedstawiona w świecie klocków to przepis na sukces. Po przeczytaniu recenzji będziecie wiedzieć dlaczego i jak bardzo byli oni w błędzie. Bionicle Heroes to banalna strzelanka TPP z elementami gry logicznej. Aby ułatwić rozgrywkę zaniechano prowadzenia całej drużyny wojowników Toa Inika na rzecz prostego gameplay'u. W grze bowiem możemy zmieniać postać w okamgnieniu pod warunkiem, że znajdziemy maskę innego bohatera. Szukanie nowych masek to podstawa, gdyż każdy z "drużyny" posiada unikalne zdolności, a zadania muszą być wykonane przez odpowiednią postać. Fabuła korzysta ze spuścizny Bionicle Legends. Głownym celem jest tu odnalezienie Ignika - Maski Życia, której szukają złowrodzy Piraka. Zmienili oni wyspę Voya-Nui w siedlisko zła - niegdyś spokojni mieszkańcy stali się teraz killerami. Tak naprawdę kiedy pierwszy raz odpaliłem grę i zobaczyłem przeciwników, pomyślałem, że jest to modyfikacja Viva Pinaty, gdzie zamiast hodować milusie stworzonka i uprawiać ogród mamy za zadanie zniszczyć wysiłki naszej pracy. Środowisko jest bardzo kolorowe oraz miłe dla oka, a chodzi płynnie nawet na starszych sprzętach. Niestety, grafika to nie wszystko, a przeciwnicy zamiast budzić respekt i stanowić wyzwanie - rozbawiają, szczególnie w filmikach przerywnikowych.
Shake it, baby!
Tu już widać jak na tacy bolączkę tego tytułu - nie jest to gra dla każdego. Jednak jako produkcja dla dzieci spełnia swoje zadanie całkiem dobrze. I jest przyjazna dla myszek, ale o tym za chwile. A więc po momentalnym zapoznaniu się z rozgrywką nie napotkałem nic, co byłoby w stanie mnie zaskoczyć. Podczas przechodzenia 25 poziomów marzyłem tylko, by znaleźć w grze bar
ze striptizem na miarę tego z Duke Nukem 3D. :) Albo chociaż o wyskoczeniu zza rogu Piramidogłowego, w ramach Easter Egga. Miłym zróżnicowaniem jest podział plansz na strefy związane z żywiołami. Moje pierwsze skojarzenie z lokacjami to Unreal Tournament 2003 (plansza Antalus) - tylko oczywiście tutaj w wersji jak z mokrego snu psychiatry :) Jak wspominałem, Wasi podopieczni są bardzo "ograniczeni" :) Tylko jeden z nich potrafi chodzić po wodzie, inny ma tryb snajperski, kolejny to "złota rączka", itd. Jeśli skończy się ich moc, musimy na nowo bawić się w poszukiwaczy masek. Co dziwne, wojownicy nie walczą wręcz, tylko ostrzeliwują przeciwników czymkolwiek, co mają pod ręką. Siła i zasięg pocisków jest inna u każdej postaci. Sama rozgrywka jest śmiesznie prosta i zarazem w pewnym sensie ekonomiczna. W czasach, gdy myszki graczy muszą być wymieniane raz na miesiąc z powodu energicznego klikania, gameplay w Bionicle Heroes polega na trzymaniu lewego przycisku gryzonia i nakierowywaniu go na przeciwników. Banał. Poza tym, wojownicy Piraka (bossowie) nie stanowią jakiegoś większego wyzwania, nawet dla mojego 9-letniego brata. Zwłaszcza, iż nie sposób tutaj zginąć.
Dawno, dawno temu w klockowej galaktyce...
A w czym BH jest podobne do Lego Star Wars? Praktycznie we wszystkim. I tu mamy środowisko w zasadzie całe zbudowane z Lego, którego elementy możemy niszczyć, by zdobyć osobliwą walutę - liczoną w klockach. Tu również niszczymy przeciwników i przeróżne skrzynki, itp. w celu uzbierania określonej liczby pieniędzy, za które możemy nabyć dodatkowe dobra w Enklawie Matoran. Możemy za nie kupić m.in. podpowiedzi co do gry albo upgrade'ować "osiągi" swoich podopiecznych - prawie jak w
Need For Speed :) Oczywiście, podobnie jak i w gwiezdnej serii, tak i tu mamy możliwość powtarzania skończonych już misji w celu odkrycia wszystkich pominiętych sekretów z powodu braku odpowiednich zdolności. Możemy wtedy wcielić się w Piraka i dzięki ich mocom dostać się do niedostępnych wcześniej miejsc. Poza tym, jeden z Naszych bohaterów naprawia wszelkie mechanizmy używając czegoś w rodzaju mocy. Czyżby programiści myśleli, że tworzą LSW 3? (tym zdaniem można krótko określić nastawienie twórców gry do Bionicle Heroes.) Dodatkowo, heros przywołuje "najlepszego z najlepszych", który efektownie pomaga naszej drużynie. Oczywiście wymaga to odpowiedniej sumy, którą jednak można szybko zdobyć. Przykład? Jednym Toa Inika można otworzyć skrzynkę lub zasadzić kwiatka, by wydobyć z nich klockową walutę, a potem zniszczyć je w celu uzyskania kolejnej. Podobieństwa na tym się nie kończą. Obydwie gry były tworzone z myślą o konsolach, więc o ile granie w nie na klawiaturze nie jest złe, to szczerze polecam zaopatrzenie się w dobrego pada.
Dumka na dwa klocki
Muzyka jest tu przyjemna dla ucha, ale nie sięga do pięt utworom Johna Williamsa w Lego Star Wars. Mimo wszystko tworzy ona dobry nastrój i nie jest zbyt męcząca - nic nadzwyczajnego, ale przynajmniej na przyzwoitym poziomie. Filmy i napisy w grze przetłumaczone są na Nasz rodzimy język całkiem dobrze - nie mam do nich większych zastrzeżeń. Postanowiłem przeprowadzić
mały eksperyment - poprosiłem 9-letniego brata, by pograł w Bionicle Heroes z kuzynem. O dziwo, gra spodobała się im jak żadna inna. Nie zwracali uwagi na niedoróbki produkcji, tylko zachwycali się możliwością wcielenia się w ich ulubionych herosów. Mój kuzyn uświadomił mnie, jaką małą wiedzę mam na temat Bionicli. Z drugiej strony, cieszę się z tego faktu, bo ten chłopak ma od tych klocków nie po kolei pod kopułą. No dobra, też byłem dzieckiem i piałem z zachwytu co weekend, kiedy to w TV leciało Power Rangers - możecie się już śmiać :P
Wszyscy mają klocki - mam i ja!
Wnioski? Nie jest to produkcja dla wszystkich. Jest niezła, ale posiada wiele wad i nie jest tak miodna jak seria Lego Star Wars ze względu na mniej przystępny świat gry. Jednak są jeszcze na Naszej planecie istoty, którym nie przeszkadzają pewne niedogodności w sterowaniu oraz prostota i banalność rozgrywki - dzieci. Traveller's Tales wiedzą, jak trafić ze swoimi grami do najmłodszych i dzięki temu mogą zarobić mnóstwo pieniędzy. Bo w końcu co zrobił mój kuzyn, kiedy nagrał się u mnie w Bionicle Heroes? Poszedł do swojej mamy, by ta mu ją kupiła :) Nie dajcie się oszukać - może światem rządzą faceci, a mężczyznami kobiety, ale kobietami i ich pieniędzmi z pewnością rządzą dzieci!<!--pagebreak-->





Delicious
StumbleUpon
Reddit
Facebook
Wykop.pl
Gwar.pl