Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC
  • user warning: Table './giery/cache_page' is marked as crashed and should be repaired query: LOCK TABLES cache_page WRITE in /var/www/res001/giery.eu/html/includes/database.mysql.inc on line 174.
  • user warning: in /var/www/res001/giery.eu/html/includes/database.mysql.inc on line 174.

Grand Theft Auto IV

„Chciałbym napisać, jak pies biegnie drogą,
Wóz cały w słońcu jedzie laskiem, (...)”

gta4_recka_00.jpgCztery lata – tyle zajęło burmistrzowi Liberty City przygotowanie wizy, pozwalającej mi – dotychczasowemu obywatelowi stanu San Andreas – postawić stopę na terenie miasta wolności. Oczekiwania co do Grand Theft Auto IV były ogromne – poprzeczkę wysoko zawiesiły nie tylko zapowiedzi, trailery, ale również poprzednia, past genowa część serii. Jednak w przeciwieństwie do przygód Carla Johnsona, tym razem Rockstar postanowiło dostarczyć graczom nie rozległe, puste tereny, ale tętniące życiem, pełne mieszkańców miasto. Pora na standardowe pytanie - „Czy im się to udało?”. Drogi Czytelniku, bez zbędnych ogródek mogę napisać, że każdy krok postawiony w tym wirtualnym świecie jest niczym spacer przez bagno. Porównanie trywialne, ale LC wciąga niesamowicie i zanim zdążysz się obejrzeć, licznik w grze wskaże kilkadziesiąt godzin. Tak, bez wątpienia to jest to, na co czekaliśmy!

„Baba rowerem skręca jezdnią
I bańki lśnią blaszanym blaskiem.(...)”

Główny bohater – Niko Bellic przybywa do Liberty City zwiedziony przez swojego kuzyna Romana opowieściami pełnymi pięknych panienek, szybkich samochodów i ekskluzywnych apartamentów. Decyduje się na ten krok również dlatego, że szuka sposobu na uporanie się z przeszłością. Przeszłością pełną bólu, krwi, młodzieńczej złości oraz wydarzeń, które na zawsze zmieniły jego życie. Niko nie jest kolejnym profilem „gangsta wannabe”. Jego charakter, historia zostały przedstawione w bardzo wyrazisty, zapadający w pamięci sposób. Niko stara się, a my mu w tym często pomagamy, podejmować słuszne decyzje. Nie zawsze jednoznacznie dobre, ale pomagające przetrwać w miejskiej dżungli, pełnej zarówno niebezpiecznych drapieżników, jak i komicznych małp. Seria GTA przyzwyczaiła nas do ciekawych i różnorodnych postaci. Tym razem nie jest inaczej. Podczas poszukiwania tego „wyjątkowego kogoś” poznajemy istną paletę charakterów. Jest traktujący nas (i naszego kuzyna) niczym szmatę Rosjanin Vlad, jadący na sterydach miłośnik trójkątów (bynajmniej nie geometrycznych) Bruce oraz wielu, wielu innych „agregatów”. Dość powiedzieć, że fabuła przedstawia odmiennych kulturowo zleceniodawców z różnych części globu. Ma to oczywiście wpływ na rodzaj zadań, jakiegta4_recka_01.jpg dostajemy. Dla przykładu, misje zlecane przez włoskiego gangstera są silnie związane z potyczkami pomiędzy mafijnymi rodzinami, trzęsącymi growym odpowiednikiem Manhattanu. Chcąc być na siłę złośliwym można stwierdzić, że większość zadań polega na dotarciu z punktu A do punktu B. Istotne jest jednak to, co pomiędzy A i B następuje. A dzieje się sporo. Z początku trywialne zadania pokroju zbierania haraczu, czy stosowaniu wymuszeń z czasem przekształcają się w iście filmowe akcje. Szczególnie zapamiętałem wykonywany z członkami pewnej irlandzkiej rodziny skok na bank. Poziom jej rozbudowania, natężenie wydarzeń oraz ilość „szczęko-opadów”, jakie przy niej zaliczyłem przewyższa nawet podobne odpowiedniki znane z przygód Kane'a i Lyncha. Jeżeli dodamy do tego dialogi pełne humoru (nierzadko czarnego) i ironii, to efekt może być tylko jeden – małe dzieło sztuki. Wiadomo, nie wszystkie misje trzymają tak wysoki poziom, ale poza wspomnianym zadaniem nie raz jeszcze napotykałem przejawy geniuszu panów pracujących w Rockstar. Swoistą ciekawostkę stanowią niektórzy przechodnie, z którymi związane są malutkie sidequesty. Zlecenia nie są trudne i wymagające, ale stanowią miłą odskocznie od głównego wątku fabularnego. Czasem musimy kogoś ochraniać podczas spotkania, a innym razem na przykład dostajemy 100 baksów od „przypudrowanego” nieznajomego. Warto zaznaczyć, że część tego typu „ofert pracy” pojawi się tylko i wyłącznie, jeżeli wcześniej podejmiemy odpowiednie decyzje. Pomimo, że te sprowadzają się do tego, czy pociągniemy za spust, tak tło wydarzeń im towarzyszących znacznie wydłuża odległość dzielącą oparty na cynglu palec od rękojeści pistoletu.

„Czerwony pociąg mija domy,
A z elektrowni czarne dymy,(...)”

Jak wspomniałem wcześniej, czwarta odsłona serii odzwyczaja nas od poza miastowych terenów, które były jedną z większych atrakcji San Andreas. Tym razem twórcy za priorytet postawili stworzenie najżywszego miasta w historii gier video. Pod względem infrastruktury z pomocą przyszedł im Nowy Jork, na którym to wzorowane jest next - genowe Liberty City. Dostępny w grze teren został podzielony na pięć dzielnic. Centrum to oczywiście Manhattan, tutaj nazwany Algonquin. Rozbijając się po śródmieściu spotkamy wiele znanych z filmów miejscówek i budynków. Jest, stanowiący kalkę Timesquare, Star Junction – rozjaśnione światłem neonów serce metropolii, są zielone „płuca” zamknięte w betonowej klatce, czyli najbardziej charakterystyczny park na świecie – Middle Park oraz liczne wieżowce, do których należy chociażby Empire gta4_recka_02.jpgState Building, czy znany z pierwszego trailera GetaLife. Na zachód od Algonquin usytuowane zostało Alderney - wirtualna replika New Jersey. Ta dzielnica oferuje zarówno mieszkalne osiedla, jak i masywne obiekty przemysłowe. Strzeliste kominy elektrowni, posępne fabryki, czy pełna drogocennej ropy rafineria stanowią stałe elementy tutejszego krajobrazu. Przeciwległy koniec mapy, a tym samym trzy pozostałe dzielnice to tereny, na których postawimy swoje pierwsze kroki. To właśnie w sąsiedztwie Dukes (Queens) oraz Broker (Brooklyn) znajduje się narodowe lotnisko imienia Francisa oraz doki, w których cumują zagraniczne statki (w tym ten, którym przypływamy - Platypus). Z innych atrakcji dostępnych w tych dzielnicach warto wymienić symbol Dukes – Monoglobe (inspirowany rzeźbą Unisphere) oraz charakterystyczny most Brooklyn (w grze nazwany Broker Bridge). Na północ od Dukes znajduje się najbiedniejsza ze wszystkich dzielnic – Bohan (Bronx), w której amerykański sen rozbija się o skały ponurej rzeczywistości. Wszechobecne ubóstwo wypływa zarówno z szarych i ponurych budynków mieszkalnych, jak i pełnych dziur i meneli ulic. Należy wspomnieć również o Happines Island, na której znajduje się popularna statua. Poszczególne wyspy połączone są ze sobą mostami i podziemnymi tunelami. Przez większość z nich kursuje również linia metra, na której, niestety, nie da się ukraść pociągu. Dobrym rozwiązaniem okazała się możliwość podróżowania taksówkami w roli pasażera. Ulice pełne są popularnych, pomarańczowych wozów – wystarczy jedynie zagwizdać, aby zainteresować żadnego pieniędzy kierowcę.

Poza tym, na kradzież czeka kilkadziesiąt modeli różnych pojazdów. Co prawda nie licencjonowanych, ale każdy miłośnik motoryzacji rozpozna w nich odpowiedniki popularnych marek. Są zarówno szybkie sportowe wozy, firmowe ciężarówki i tiry, jak również luksusowe limuzyny oraz masywne SUVy. Jeżeli znudzicie się czterokołowcami, bez problemu odnajdziecie kilka rodzajów jednośladów, łódek oraz helikopterów. Liczba „specjalnych”gta4_recka_03.jpg pojazdów, pokroju wózka widłowego, śmieciarki, czy radiowozu jest mniejsza niż w San Andreas, jednak różnicę tę rekompensuje nowy model jazdy. Nie jest już dalej możliwe pokonywanie nawet najostrzejszych zakrętów „na ręcznym”. Tym razem pojazdy zachowują się znacznie bardziej realistycznie, reagują na każdą nierówność terenu (fachowa praca zawieszenia), a ich opanowanie stanowi znacznie większe wyzwanie, niż to miało miejsce w przeszłości. Na naukę jazdy nigdy nie jest za późno, a patrząc na ilość atrakcji oferowanych przez Liberty City, warto nauczyć się jeździć. Dzięki temu szybciej i bezproblemowo zwiedzimy poszczególne miejscówki i odkryjemy to, co oferuje nam gra. A jest tego niemało.

Pozwolę sobie zacząć od największych nowości. Pierwsze miejsce w tej kategorii zajmuje telefon komórkowy. Jego implementacja i niezwykle intuicyjny sposób używania okazały się doskonałym rozwiązaniem. Za pomocą jednego przycisku mamy dostęp do wszystkich oferowanych przez niego funkcji. Dzięki niemu kontaktujemy się ze zleceniodawcami, możemy cyknąć w dowolnym miejscu zdjęcie, uzyskać dostęp do trybu multi (o którym za chwilę), a także umówić się na spotkanie ze znajomymi. GTA IV bowiem rozwija patent „spotkań” znany z San Andreas. O ile poprzednim razem mogliśmy wyskoczyć na miasto tylko z panienkami, tak teraz czekają na nas również koledzy. Niektórych z nich poznajemy podczas wykonywania misji fabularnych, z innymi umawiamy się przez internet (do tego również wrócę za moment). Krótka sekwencja klawiszy i już możemy śmigać z „ziomkami”. A jest gdzie! W całym mieście czekają na nas liczne bary ze striptizem (w tym możliwość zamówienia prywatnego tańca), restauracje, czy też miejsca, w których zagramy w bilard, rzutki lub kręgle. Każdy ze znajomych ma inne zainteresowania, a tym samym gta4_recka_04.jpgpasuje mu inny rodzaj rozrywki. Warto dbać o znajomych, bo po osiągnięciu odpowiednio wysokiego poziomu relacji zaoferują nam wartościową przysługę. Na przykład Jamajczyk - Little Jacob sprzeda taniej broń, a pewna laseczka pomoże zgubić pościg. Co zaś się tyczy pościgów, autorzy wprowadzili w tej sferze nowy system. Po popełnieniu przestępstwa dookoła nas na mapie pojawia się obszar, w którym jesteśmy poszukiwani (jego zakres zależy od ilości popularnych gwiazdek). Aby pozbyć się „ogona” wystarczy wyjechać za wspomniany okrąg niezauważonym i chwilę odczekać. W teorii brzmi łatwo, w praktyce często potrafi być trudne. Dużo zależy od szczęścia, gdyż zdarzają się sytuacje, kiedy już prawie wyjeżdżamy z „gorącej strefy”, a w ostatnim momencie pojawia się policyjny radiowóz i obszar ponownie się na nas centruje. Podobnie, jak w past genowej trylogii, tak i teraz policja ściga nas jedynie za określone wykroczenia. Na błahostki pokroju przejechania na czerwonym świetle, czy stłuczki z cywilnym samochodem nie zwracają uwagi, jednak najmniejsza rysa na ich błyszczącej karoserii lub efektywna penetracja czyjegoś ciała ołowiem przykuwa wzrok stróżów prawa. Podobnie jest z jazdą po pijaku. Tak, dobrze przeczytaliście. W grze możemy „wskoczyć na orbitę” lub, jak kto woli, pogniewać się z grawitacją. Wystarczy, że w barze wychylimy parę głębszych, a Niko zacznie się zataczać. W parze z fachowo oddaną animacją pijanej postaci idzie rozkołysana kamera, co razem znacznie utrudnia poruszanie się, o jeździe nie wspominając. Patent bardzo fajny i wciągający, chociaż z pewnością wzrośnie teraz ilość pijanych kierowców (podobnie, jak morderców, złodziejów i innych złych ludzi, którzy zanim zagrali w GTA byli niczym potulne baranki).

Czas, który spędzimy w mieście wolności, a tym samym replayability gry znacznie podbijają misję poboczne. Poza tymi, o których wspomniałem na samym początku, są również zadania polegające na łapaniu innych przestępców (trzeba ich znaleźć w policyjnym komputerze), zabijaniu niewygodnych obywateli, poszukiwaniu odpowiednich samochodów czy też misje wykonywane dla wspomnianych wcześniej znajomych. Nie mogło zabraknąć również porozrzucanych po całym mieście odpowiedników, znanych z poprzednich odsłon, ukrytych paczek, których tym razemgta4_recka_05.jpg jest 200. Natomiast znudzeni ciągłymi przestępstwami i zarabianiem pieniędzy mogą na przykład wybrać się na wycieczkę helikopterem lub po prostu posurfować po czeluściach „wirtualnego” (hehe) internetu. Na każdej wyspie bowiem znajduje się kafejka internetowa, w której możemy sprawdzić pocztę, nowe profile w serwisie randkowym lub na stronie lokalnej gazety poczytać o naszych ostatnich wyczynach. Co więcej, w jednej z misji w ten sposób umawiamy się na spotkanie o pracę u niewygodnego prawnika, którego mamy zlikwidować. Istnienie tej wirtualnej sieci pogłębia doznania płynące z obcowania z uniwersum GTA. Wiele znanych, growych marek pokroju Burger Shota posiada teraz swoje witryny, pełne zabawnych, ironicznych i pełnych odniesień do świata popkultury tekstów. Podobnie zresztą jest z dostępną w grze telewizją (np. kreskówka, w której bohaterowie przypominają postacie ze świata Halo) oraz reklamami na bilboardach oraz w radiu. American's Next Top Hooker, marka Sprunk i wiele innych, wręcz wylewających się z ekranu symboli i odniesień do dzisiejszego świata z pewnością przykuje uwagę każdego, rozgarniętego gracza.

„Spłoszony kasztan szarpie brony,
Topola składa liść jak rymy.(...)”

GTA IV nie jest jednak tytułem bez wad. W wielu aspektach gra jest krokiem w tył względem swojej poprzedniczki, niejednokrotnie przytaczanej przeze mnie w tekście – San Andreas. Poprzednia odsłona serii oczarowała graczy na całym świecie swoim rozbudowaniem. Miasta, wsie, pustynie – osobiście uwielbiałem bujać się po nich bez celu, tak po prostu – po części z ciekawości i dla przyjemności. Dość powiedzieć, że pomimo osiemdziesięciu godzin spędzonych z grą nadal potrafiłem odnaleźć nowy, niespotykany wcześniej pojazd. Niestety, pomimo świetnego klimatu, jaki gta4_recka_06.jpgpanuje w Liberty City, momentami niesamowicie zatłoczonego miasta i niezależnie od zasięgu widzenia, który jest w GTA IV fenomenalnie daleki (już z Broker widać monumentalne drapacze chmur z Algonquin, a sam lot nocą nad centrum jest czymś obłędnym), wiem, że ta odsłona serii nie zapewni tylu godzin zabawy co poprzedniczka. Dlaczego? Pomijając brak lasów i pustyń, w kilku znaczących aspektach możemy zaobserwować regres. Dotychczas nowe odsłony serii przyzwyczaiły nas, że otrzymujemy to co dawniej plus liczne nowinki. Tym razem wycięto z gry misje wozem strażackim, ambulansem, możliwość kupowania budynków. Zniknęły popularne „rampage”, brakuje mi również niektórych gadżetów typu spadochron. W grze jest tyle wspaniałych wieżowców, które wręcz same się proszą o to, by z nich skoczyć. Na szczęście, dobrą, a nawet bardzo dobrą rekompensatą okazał się tryb multiplayer.

Mogę to potwierdzić – online nie jest w tej grze jedynie wrzuconym dodatkiem. Na dobrą sprawę twórcy mogliby sprzedawać go oddzielnie, jako pełnowartościowy produkt. Do naszej dyspozycji oddanych zostało dwanaście trybów gry – zarówno klasyczne typu deatmatch, team deatmach, mafia work, team mafia work (takie odpowiedniki objectives i team objectives), jak i typowe dla GTA, czyli race, GTA race (wyścig z możliwościągta4_recka_07.jpg używania broni), coop's n crooks (zabawa w policjantów i złodziejów), czy też możliwość wykonywania określonych misji we czwórkę. Przy zakładaniu gry możliwe jest określenie dosłownie wszystkich parametrów – natężenie ruchu, obecność policji, auto – celowanie, dostępny obszar itd. Natomiast sama rozgrywka online wypada świetnie, szczególnie jeśli gramy z Polakami. Nigdy wcześnie nie bawiłem się tak dobrze grając w multi. Czasem randomowe, czasem zamierzone akcje bezapelacyjnie wrzucają banana na twarz. Trudno to opisać, to po prostu te same miodne GTA, które znamy z singla, tylko, że razem ze znajomymi. To powinno wystarczyć za odpowiednią rekomendację. Jak to wygląda od strony technicznej? Lagi się zdarzają, jednak zazwyczaj jest to wina za słabego łącza u hosta. Zmiana Party Leadera i możemy zapomnieć o opóźnieniach. Niektórzy pewnie będą psioczyć na zbyt dużą skuteczność podstawowego pistoletu. Osobiście uważam jednak, że gra pokroju GTA, nastawiona na czystą zabawę, dużo na tym nie traci.

„Żeby to wszystko w słońcu błysło
I żeby było tak jak żywe (...)”

Najważniejszy jest gameplay, ale w dzisiejszych czasach równie dużą wagę przykłada się do oprawy wizualnej. Grand Theft Auto IV śmiga na silniku Rage, dotychczas znanym z wcześniejszej gry RockstarTable Tennis. Biorąc pod uwagę dostępny w grze teren, mogę powiedzieć tylko jedno – ta gra wygląda oszałamiająco. Zalety wizualne GTA IV najłatwiej ujrzeć w nocy, kiedy miasto lśni licznymi światełkami, neonami, lampami. Jest to niesamowity widok, gdyż nigdy wcześniej, w żadnej grze nie dało się odczuć tak tętniącego życiem miasta. Ruch uliczny, choć co prawda nie tak duży, jak na prawdziwym Manhattanie, to wprawia w zachwyt. Idąc przez centrum ze wszystkich stron słychać dochodzące do nas przeróżne dźwięki. Przejeżdżający samochód, stłumiony odgłos radia z pozostawionego przez nas wozu, gwar różnorodnych przechodniów (rzadko kiedy się powtarzają te same modele, a niektórzy z nich mówią po polsku!), sygnał czyjegoś telefonu. To miasto naprawdę żyje! Niko idąc gta4_recka_08.jpgzatłoczonym chodnikiem wpada na gadającego do siebie lumpa, któremu po zderzeniu wypada z ręki kubek. Wszystko jest takie naturalne, plastyczne, realne! Dużą zasługę ma w tym silnik Euphoria, odpowiedzialny za fizykę gry. To dzięki niemu auta zachowują się tak dobrze, a animacje wypadają niezwykle realistycznie. Przy nowym silniku poprawiono destrukcję wozów. Zwykłe stłuczki częściej psują silnik niż prowadzą do wybuchu. Z kolei przy ostrzale z ciężkiej amunicji fachowo tłuką się szyby, pękają opony, na karoserii powstają ślady od kul, zaś na samym końcu pojazd staje w płomieniach i wybucha. Same wybuchy to kolejne arcydzieło – ogień, dym, eksplozje wyglądają bardzo profesjonalnie, co zresztą mieliście okazję zobaczyć na trailerach i licznych gameplayach. Oprawa dźwiękowa również ryje beret. Wspomniana przed chwilą ilość dochodzących w jednym momencie dźwięków to jedno, soundtrack stanowi zupełnie inną parę kaloszy. Łącznie możemy posłuchać dziewiętnastu stacji radiowych, podzielonych tematycznie pod względem rodzaju emitowanej muzyki. Są fale na których usłyszymy jedynie audycje i dyskusje (oczywiście pełne humoru), na innych natomiast posłuchamy rocka, metalu, muzyki klasycznej, popu, techno, trance'u, hip hopu, electro – jednym słowem wszystkich podstawowych gatunków muzyki. Z dostępnych w grze utworów warto wymienić polski motyw – kawałek Aleksandra Maliszewskiego pt. „Pokusa” (niestety, bez wokalu), cały lineup rosyjskiej stacji – Vladivostok FM oraz klasyki takie, jak „One Vision”, „Evil Women”, „Just be Good to Me”, „Oxygen Pt.4” i wiele wiele innych. Dobrym pomysłem jest ZiT – usługa pozwalająca sprawdzić tytuł aktualnie odsłuchiwanej piosenki. Wystarczy, że podczas jej trwania zadzwonimy pod określony numer i po chwili dostajemy SMS z tytułem i wykonawcą! Nie mam żadnych wątpliwości, technicznie GTA IV to pierwsza liga. Jedyny problem stanowi momentami pop-up. Z racji, że w grze bardzo rzadko pojawiają się loadingi i całość doczytywana jest w „locie”, zdarza się, iż jakieś drzewo, słup, czy stoliki pojawią się z opóźnieniem lub dopiero, jak w nie uderzymy. Irytujące, ale tak, jak napisałem powyżej – produkcja jest na tyle zaawansowana wizualnie i dźwiękowo, że można na ten mankament przymknąć oko.

Zupełnie zapomniałem wspomnieć o nowym systemie walki i strzelania. Idąc z duchem czasu i wzorując się na Gears of War, również Niko potrafi korzystać z różnorakich zasłon. Możliwe jest schowanie się dosłownie za każdym widocznym na ekranie obiektem. Będąc do niego przyklejonymgta4_recka_09.jpg mamy do wyboru ostrzał „na ślepo” lub auto - celowanie. Implementacja „osłon” nadała całemu elementowi strzelania głębię - coś, czego dawniej brakowało. Jest także bardziej klimatycznie, gdyż „pykanie” zza winkla gwarantuje lepszą „wczuwkę”. Natomiast przy zwykłych strzelaninach, na otwartych przestrzeniach, jest podobnie, jak dawniej. Wciskają do połowy tylni spust mamy swobodne namierzanie, natomiast dociskając go do końca celownik lockuje się samoczynnie na najbliższym wrogu. Ci z kolei zostali podzieleni na strefy obrażeń i naturalnie reagują na przyjmowane kulki. Poczęstowany ołowiem w głowę zginie na miejscu, natomiast obrywając w nogi zacznie kuleć lub bezbronnie upadnie na ziemię. Zmiany nie ominęły również systemu walki wręcz. Za uderzenia odpowiadają trzy przyciski plus jeden odpowiedzialny za uniki. Podczas bójek możemy pokusić się o małe combosy oraz kontrataki. Innymi słowy – walka, niezależnie od uzbrojenia przeszła solidną metamorfozę.

„I żebyś ty to widział wszystko,
I żebyś był jak ja – szczęśliwy.”

O Grand Theft Auto IV mógłbym napisać jeszcze dużo, co najmniej drugie tyle, co dotychczas. Uważam jednak, że w to trzeba po prostu zagrać. Nie da się w pełni przelać na papier doznań płynących z gry ani przedstawić ogromu tej produkcji nie pomijając czegoś. Bowiem diabeł tkwi w szczegółach, a nowe dzieło Rockstar zostało dopracowane niemalże do perfekcji. Jest to gra, o której będzie głośno przez najbliższe lata, z której inni developerzy garściami będą czerpali pomysły i rozwiązania. I tak do premiery następnej części.

Śródtytuły są fragmentami wiersza Jarosława Iwaszkiewicza pt. „Do czytelnika”.

I to jest właśnie ten amerykański sen, o którym wszyscy tak marzyliśmy? (3 grosze Lucka):

gtakolekcjonerka.jpgNa GTAIV czekałem z niecierpliwością. Śliniłem się na widok każdego, nawet najmniejszego screena, czy filmiku pokazującego cokolwiek. Kiedy do sieci, na niecały tydzień przed premierą wypłynęła piracka wersja gry, a tym samym filmiki pokazujące gameplay, myślałem że umrę ze szczęścia i zazdrości jednocześnie. Oczekiwanie na wtorkową premierę dłużyło się niesamowicie, ale kiedy dostałem do ręki przesyłkę z grą a w perspektywie były jeszcze cztery godziny w pracy, myślałem że nie doczekam końca dniówki w biurze. Warto zaznaczyć tutaj, że zakupiłem wersję kolekcjonerską w skład której wchodziła dość duża metalowa skrzynka z tłoczonym logo gry, płyta z soundtrackiem (niestety nie całym, tylko wybrane utwory), logo Rockstar w formie breloczka i nieduża, aczkolwiek bardzo praktyczna (już wypróbowana w podróży) torba z logo developera. Zestaw u oficjalnego polskiego dystrybutora kosztował niecałe 320zł i był jak najbardziej wart wydania tychże pieniędzy.

Jeśli zaś chodzi o samą grę, to po prostu odebrało mi mowę. Gra pod względem szczegółowości i wielkości miasta zasługuje na wszystkie nagrody branżowe jakie można sobie tylko wyobrazić. Fakt, że może i w stosunku do San Andreas jest mniej rzeczy do robienia, bo zabrakło tuningu fur czy pakowania na siłowni, ale niestety, ta generacja konsol nie pozwala jeszcze na pozbycie się kompromisów "coś za coś". Autorzy postawili na bardzo rozbudowane i szczegółowe miasto... i chwała im za to. I tak jest do roboty tyle, że aż czasem nie wiadomo za co się zabrać. Sam główny wątek fabularny zajmuje mniej więcej 30 godzin gry, nie wspominając o dodatkowych misjach dla zabójcy, szukania aut, superskoków czy gołębi. A to i tak nie wszystko.

Graficznie, GTAIV prezentuje się bardzo dobrze. Oczywiście malkontenci mogą narzekać, że wygląda słabo, że GOW czy Uncharted wyglądają o wiele lepiej, ale w tym narzekaniu zapominają chyba o ogromie i rozbudowaniu jaki prezentuje sobą najnowsze dzieło Rockstar. Jeśli zaś chodzi o ocenę grafiki biorąc pod uwagę tylko serię GTA to w ogóle mamy do czynienia z ósmym cudem świata. Ścieżka dźwiękowa jak zwykle jest rewelacyjna. Kawałki, nawet te mniej znane, szybko wpadają w ucho, a system identyfikacji utworów przez telefon komórkowy w grze i możliwość późniejszego przeglądania ich na stronie Rockstar Social Club to małe mistrzostwo świata.

Kilka słów z mojej strony należy się też trybowi online. Po raz pierwszy oficjalnie w seri od razu zdobył rzeszę sympatyków, w tym i mnie. Niesamowicie duża liczba trybów rozgrywki, jej złożoność i fun jaki daje zasługują na owacje na stojąco. Sytuacja kiedy 4 teamy po 4 osoby wykonują zlecenia nieraz podnosi poziom adrenaliny we krwi. Okrzyki typu "Wsiadaj! No wsiadaj! Uciekamy! Strzelaj do nich!" czy "Tweener, ale zrypałeś!" (to ostatnio ;)) są tu na porządku dziennym. Mimo wszystko przed wskoczeniem online polecam najpierw skończyć fabułę, bo ta jest naprawdę bardzo wciągająca i poważna, a na koniec pozwala uronić łezkę (tak, zakończenie zdecydowanie jest smutne i skłania do refleksji, ale spoilować nie będę).

Podsumowując, uważam że GTAIV jest obecnie najlepszą grą tej generacji konsol. Polecić ją można każdemu, niezależnie od tego czy wcześniej grał w poprzednie odsłony serii, czy nie. Fakt, że w stosunku do San Andreas może wydawać się nieco zubożona, ale w zamian za to dostajemy tak rozbudowane i szczegółowe miasto, że nie można chcieć nic więcej. Na horyzoncie majaczy tylko jedna gra, która może zdetronicować IV. Mowa oczywiście o next genowej reinkarnacji Vice City, ale na to będziemy musieli jeszcze trochę poczekać. Póki co, grajmy i cieszmy się GTAIV, bo to prawdziwy next-gen.

 

 

 

Ocena końcowa:

9.8

Dźwięk:10
Grafika:10
Gameplay:10
Żywotność:9
pegi 18+pegi wulgarny językpegi narkotykipegi przemoc
Producent: Rockstar North
Dystrybutor PL: Cenega Polska
Premiera PL: 29.04.2008
Dystrybutor: Rockstar Games
Premiera: 29.04.2008
oficjalna strona www
minusy:
plusy: