Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC

Dungeon Siege: Throne of Agony

screen1_large.jpgPremiera pierwszej części Dungeon Siege (na komputery PC ) odbyła się w 2002 roku, a niespełna trzy lata później świat ujrzał jej kontynuację – Broken World. Jednak tym razem jeden z najlepszych klonów Diablo, czyli Throne of Agony trafił na przenośną konsolę PSP.

 

W Arannie trzech nieznajomych pewnie podąża na północ. Każdy samotnie, w osobistej krucjacie, ryzykują życie w celu osiągnięcia wyludnionych krain północy. Niektórzy z nadzieją ocalenia swojej rasy, inni, by odzyskać duszę – lecz nikt z nich nie jest w stanie wyjaśnić, co pcha ich na północ. Mimo swego odosobnienia i ciężkiego położenia, wiedzą, że odpowiedź, której poszukują, leży na dalekiej północy.

 

Tak mniej więcej zaczyna się fabuła gry. Różni się ona nieco, w zależności od wyboru postaci, a wybierać nie ma za bardzo w czym, ponieważ do dyspozycji mamy tylko maga, barbarzyńcę i złodzieja, a raczej złodziejkę. Nie to, żeby mi to specjalnie przeszkadzało, ale już wiekowe Diablo II miało możliwość gry pięcioma postaciami (w dodatku – siedmioma). Sytuację ratuje patent z podążającym zwolennikiem (follower), którego również możemy wybrać na początku gry. Z czasem liczba tych osobników się zwiększa, a każdy z nich dysponuje unikatowymi umiejętnościami. Po osiągnięciu trzydziestego, a potem sześćdziesiątego poziomu, możemy również wybierać klasę naszej postaci.

 

Rozgrywka jest typowa, co akurat w tym przypadku jest plusem. Chodzimy od miejsca do miejsca, wykonując wiele poleconych nam zadań, zarówno obowiązkowych (do „pchnięcia” fabuły), jak i pobocznych. Zazwyczaj polegają one na najprostszych schematach – pójdź tam, przynieś to, zabijscreen2_large.jpg tego. Same walki trochę wieją nudą. Kiedy przeszło mi podniecenie pierwszymi misjami, doszedłem do wniosku, że najważniejszą umiejętnością w grze jest szybkie naciskanie przycisku odpowiadającego za atak. Mimo to, z każdym nowym zadaniem i odkrywaniem fabuły, gra dawała mi satysfakcję w postaci kompletowania przedmiotów i najważniejszego – rozwoju postaci. W grze nie zabrakło też tego, co fani hack’n’slash lubią najbardziej – przydzielania punktów doświadczenia, nowych czarów, magicznych przedmiotów. Ale tutaj znowu wychodzi następna wada gry – jest ona po prostu za łatwa. W drugim akcie moja postać była na tyle silna, że nie musiałem się obawiać nawet największych bossów… i tak do końca gry! Nawet ostateczny przeciwnik to bułka z masłem, mógłbym go pokonać z łatwością (czyt.: będąc bez zwolennika i wyczarowanego miniona). Gra była na tyle mało wymagająca, że kusiła porzuceniem rozgrywki, ale jakoś dotrwałem do końca.

 

Niestety, AI przeciwników (a także naszego zwolennika, który także jest sterowany przez CPU) nie powala. Ściana jest dla nich przeszkodą nie do ominięcia i nawet drzwi nie pomagają. Cały czas powtarzają się sytuacje, gdzie follower próbuje zabić wroga przez ścianę, pomimo że o krok dalej znajduje się przejście. Wróg również strzela w mur i tak sobie strzelają z dwóch stron. Gdyby nie fakt, że nasz poplecznik może się teleportować w momencie, gdy się oddalimy od niego, to zostałby już w jednej z pierwszych misji do końca swych dni, próbując przestawiać skały lub – co lepsze – prowadząc na nie szturm, mimo że przeciwnik znajduje się bezpiecznie za nimi.

 

screen4_large.jpgPo paru misjach miałem już tyle kasy, że mógłbym zostać filantropem, ale co z tego, skoro nie było na co jej wydać. W sklepach nędza prawie jak za czasów PRL-u, z tym, że ocet został zastąpiony eliksirami uzupełniającymi życie i manę. Śmieci w stylu tarczy, mieczy klasy „Ty też możesz zostać kowalem” nawet nie liczę. Z byle zabitego potwora wyleci coś lepszego. A tutaj kolejna dziwna sprawa – wydawało mi się, że im trudniejszego przeciwnika zabije, tym lepszy będzie wylatywać z niego przedmiot, a tutaj niekoniecznie. Z byle szeregowego pomiotu piekieł może wylecieć niezły magiczny przedmiot, a bossowie na koniec zadania często zostawiają ochłapy.

 

Grafikę mógłbym opisywać w samych superlatywach. Jak na możliwości PSP, obraz wygląda bajecznie. Tekstury są wysokiej jakości, na planszy znajduje się wiele dobrze odwzorowanych elementów. Czary również prezentują odpowiedni poziom. Czasami można znaleźć jakieś błędy – coś znika albo pojawia się nie tu, gdzie być powinno – ale jest to tak sporadyczne i niezauważalne, że nie przeszkadza. Niektórzy mogliby się przyczepić do zbyt nisko zawieszonej kamery, przez co pole widzenia jest dość ograniczone. Jednak dzięki temu świat zyskuje na szczegółowości. Nie będę się bardzo rozpisywał na temat muzyki.screen3_large.jpg Do gustu przypadł mi główny temat muzyczny, ale reszta nie przedstawia niczego porywającego; ważne, że nie przeszkadza. Dodam też, że przy grze na wykładach z wyłączonym dźwiękiem, nie widziałem zbytniej różnicy w jakości rozgrywki.

 

Podsumowując, jest to najlepszy hack’n’slash na PSP. Potraktowano nas trochę jak ludzi prostych i rozgrywka zamieniła się w sieczkę, aczkolwiek satysfakcjonującą sieczkę. Uważam, że grze najbardziej brakuje wyboru trudności rozgrywki, przez co lepsi gracze mogą się szybko znudzić.

 

Ocena końcowa:

7.5

Dźwięk:7
Grafika:8
Gameplay:7
Żywotność:8
pegi 12+pegi przemoc
Producent: Super Villain Studios
Dystrybutor PL: Cenega Poland
Premiera PL: 02.02.2007
Dystrybutor: 2K Games
Premiera: 16.02.2007
oficjalna strona www
minusy:
plusy: