Czy jest wśród Was – zapalonych graczy – ktoś, kto nie słyszał nigdy o tytule Dungeon Siege? Nie? Tak myślałem. Niewątpliwie jest to jedna z gier, które wyznaczyły kierunek rozwoju gatunku RPG, a konkretnie jego odmiany – hack&slash. Gra powstała w 2002 roku, a 3 lata później doczekała się swojego sequela. Klon Diablo - to najczęstsze sformułowanie, które mogliśmy usłyszeć 5 lat temu i które słyszymy do dziś, wspominając o serii Dungeon Siege. Polemizować z tym nie zamierzam. To faktycznie klon tej jeszcze bardziej kultowej gry. Niemniej jednak klon bardzo dobrej jakości, jak na owe czasy. Mógł on wówczas zachwycać oprawą graficzną, ciekawą fabułą, czy nowatorskim dźwiękiem. Również DS II był w realiach roku 2005 dużym osiągnięciem. Gra zbierała wysokie oceny w recenzjach, a gracze z chęcią katowali grę przez kolejne godziny. Dopiero dodatek do drugiej części gry: Broken World obniżył mocno loty, a na całą serię spadła fala krytyki. Dodatek był jednak zakończeniem całej historii, a twórcy sporo musieliby się napracować, żeby wybrnąć z sytuacji i stworzyć kolejną część. Z dużym prawdopodobieństwem możemy uznać więc serię Dungeon Siege za zakończoną.
Czemu wspominam tą serię po czasie? Otóż pojawiła się ciekawa możliwość dla graczy, którzy nie znają historii baśniowej krainy – Aranny. Wydanie edycji deluxe gwarantuje nadrobienie wszystkich zaległości w tym temacie. Do dyspozycji gracza zostały bowiem oddane, w jednym pudełku, wszystkie części gry, wraz z dodatkiem i kilkoma ciekawymi gadżetami. Będz
iemy mogli obejrzeć drukowaną, składaną mapę krainy Aranny, w wymiarach 36x23 cm. Będziemy też mogli obejrzeć bardzo ciekawy film o tworzeniu drugiej części serii, zobaczyć tapety i grafiki koncepcyjne. W wolnych chwilach poczytać możemy także ciekawie napisane opowiadanie „Złączeni na zawsze” autorstwa Wiliama Harmsa. Nazwisko autora niewiele mi mówi, ale sam tekst jest niewątpliwie ciekawy. Wszystkim możemy się delektować w dwóch wersjach językowych. Ci, którzy nie znają w wystarczającym stopniu języka angielskiego instalują łatkę polonizacyjną, ci zaś, którzy mowę Shakespear’a mają w małym palcu, mogą cieszyć się oryginalnymi głosami bohaterów, bez narażania się na „własne interpretacje” autorów spolszczenia. Warto wspomnieć, że gra jest spolszczona kinowo.
Jak prezentuje się gra w stosunku do dzisiejszych produkcji? Na pewno nie błyszczy już fajerwerkami graficznymi. Grafika przedstawiana za pomocą rzutu izometrycznego mocno się już przejadła, a stopień jej szczegółowości nie zachwyca. Zdarzają się jednak bardzo interesujące lokacje, chociaż bardziej mogą podobać się w nich pomysły, niż sama jakość grafiki. Jako przykład podam pięknie wyglądające miasto driad. Rozpięte na konarach wysokich drzew poziomy, na których umiejscowione są namioty, w których wnętrzu znajdziemy karczmę, kowala, więzienie, a nawet sklep zoologiczny. Pomiędzy poziomami rozpięte są natomiast wyciągi linowe, dzięki którym łatwo i szybko możemy przemieszczać się na inne kondygnacje. Korzystnie wyglądają również filmiki i
cutscenki dostępne w grze. Mimo, że widać ich wiek, są bardzo ładnie zaprojektowane oraz ciekawe.
Również oprawa dźwiękowa nie jest niczym nadzwyczajnym w dobie współczesnych gier komputerowych, chociaż aktorzy podłożyli głosy bardzo dobrze. Brzmią one naturalnie, a ich ton ma związek z rozgrywającą się akcją. Muzyka również dobrana jest nieźle, a jej słuchanie nie nastręcza żadnych przykrości.
Nieciekawie prezentuje się natomiast fabuła, która jest bardzo sztampowa. Oklepane schematy i kolejne dziesiątki potworów do zabicia nie przykuwają na dłużej do monitora. Monstra, z którymi przyjdzie nam się spotykać są wyraźnie oparte o nieskomplikowane skrypty i wystarczy odrobinę pomyśleć, żeby zabijać je z uśmiechem na ustach. Regularnie dają się nabrać na odciąganie ich pojedynczo od grupy. Wystarczy podejść kawałek i uciec. Gonitwę rozpocznie jeden lub kilka, ale szybko będą z pościgu rezygnować, dzięki czemu wracając mamy wrogów rozciągniętych na sporym obszarze, stojących pojedynczo. Zresztą nawet bez tego jedyną przewagą większości niemilców jest ich ilość. Nie dostarczają one żadnych wyzwań intelektualnych, a bezmyślne klikanie w przeciwnika w tempie nadawania sygnałów za pomocą telegrafu staje się nużące.
Trzeba także zwrócić uwagę na zapożyczony z Diablo model rozwoju postaci. Jest on niemal bliźniaczy do tego, z czym mieliśmy do czynienia w wielkim hicie. Drabinka, w której rozdysponowujemy kolejne punkty umiejętności nie jest skomplikowana, a biorąc pod uwagę niewielką liczbę klas szybko możemy odkryć wszystkie tajniki gry, co nie jest korzystne dla długiej rozgrywki.
Największą zaletą produkcji jest wręcz mistrzowsko rozwiązana kwestia poruszania kamerą, oraz interfejs. Poruszanie kamerą odbywa się poprzez przesuwanie myszy na krawędzie ekranu, dzięki czemu ta odwraca się i walkę oglądamy z innej perspektywy. Nie ma ryzyka, że nasza postać wejdzie za jakiś budynek i nie będzie jej widać. Interfejs rozwiązany jest niezwykle intuicyjnie, dzięki czemu niemal wszystko da się zrobić jednym kliknięciem myszką. Nie dostarczy on problemów nawet laikom.
Przy ocenie biorę pod uwagę porównanie z aktualnymi grami, dlatego wypadają one dosyć słabo. Niemniej jednak, ktoś kto nie dysponuje mocnym sprzętem, a ma ochotę na dobrego hack&slasha powinien być zadowolony z zakupu tej edycji. Wszystkie części to naprawdę kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt godzin rozgrywki, w bardzo przystępnej cenie. Polecam szczególnie wielkim fanom Diablo, ale i mniej doświadczeni gracze mogą spędzić przy tej produkcji kilka miłych chwil.<!--pagebreak-->




Delicious
StumbleUpon
Reddit
Facebook
Wykop.pl
Gwar.pl