Na Call of Juarez czekałem od dawna - niecierpliwie, ale i z pewna dozą dystansu. Pierwsza, mogąca spełnić pokładane w niej nadzieje, polska produkcja na Xboxa 360. Nasza rodzima kreacja z szansą na trafienie do tysięcy domostw na całym świecie (po średnim i mało hiciorowym Painkillerze z pierwszego Xboxa), a tym samym pozycja, która mogłaby wreszcie, słowiańskim developerom, otworzyć szerzej furtkę na świat. Nie jarałem się nią jednak zbytnio, bo z natury jestem opanowany :P i starałem się nie oczekiwać cudów. W końcu jednak stało się - tuż po powrocie z Lipska otworzyłem kopertę i czym prędzej wrzuciłem Call'a do paszczy mojej trisixty. Szeroko otworzyłem oczy - godzina była późna - i z kubkiem kawy rozpocząłem ocenianie...
W grze wcielicie się w rolę, a raczej role, dwóch bohaterów. Młodego i łasego na przygody Bill'iego oraz starego i prawie łysego Ray'a, dodać trzeba - Wielebnego Ray'a. Cała historia rozpoczyna się od powrotu Bill'iego do jego rodzinnego miasteczka, gdzie chłopak nie jest zbytnio lubiany (głównie z uwagi na jego przygodowy i lekki charakter). Młodzieniec chciał niegdyś odnaleźć legendarny skarb Juareza, ale niestety mu nie poszło, więc postanowił wrócić do domu matki i ojczyma. Gdy jednak do tego doszło - po kilku mniejszych i większych perturbacjach - Bill'y nie zastał tam tego, na co liczył. Kilka strzałów, krzyk ginącej matki - a obok także ojczyma - i akcja przeniosła się na drugą stronę. Wielebny Ray (brat owego ojczyma) okazał się być świadkiem całego zdarzenia - przynajmniej tak mu się zdawało. Zobaczył ciała i uciekającego w popłochu Bill'iego, więc wnioski wysunął dość szybko: Ubiju! Pogoń za chłopakiem się rozpoczęła, a wraz z nią cała opowieść, jaką niesie ze sobą Call of Juarez. Po drodze, oprócz samego dzikiego pościgu, znajdzie się jeszcze miejsce na ów, wspomniany wyżej, skarb, a także gorączkę jaką wywołał wśród wielu niegrzecznych madafaków. Będzie ostro - naprawdę. A ogólnie rzecz biorąc, fabuła daje radę.
Jak jednak wiadomo, scenariusz to tylko dopełnienie wielu FPS'ów i nie inaczej jest także w przypadku tej pozycji. Tutaj najważniejsze jest ostre sianie kul, głównie w przypadku Ray'a, ale muszę przyznać, że Call of Juarez spodobał mi się bardziej z pewnego powodu, a mianowicie - poza misjami Wielebnego gameplay przybiera nieco inną postać. W przypadku Bill'a jest bowiem skradankowo i bardziej zręcznościowo (łapanie się lassem za drzewa i wspinaczka). Faktem jest to, że styl gry chłopaka po dosyć krótkim czasie zaczyna mocno nużyć - niektóre jego misje bynajmniej miodem nie ociekają i często myśli się tylko o jednym: Kiedy do akcji ponownie wskoczy Ray? Ale jest to mocny plus tej pozycji, bo może przypasować ona większemu gronu odbiorców - ja np. lubię skradanki :).
Oczywiście nie będę zanurzał się zbytnio w całość gameplay'u, bo ogół wystarczająco przedstawiłem powyżej. Powinniśmy zająć się raczej tym, co jest w nim innowatorskie i ciekawe - bo takie jest . Przede wszystkim Tryb Koncentracji. W czasie jego trwania
czas nieco zwalnia, a wtedy - zależnie od aktualnie prowadzonej postaci - dzieją się fajne rzeczy. Bill dla przykładu, po wciśnięciu lewego triggera, gdy w rękach trzymamy łuk, widzi akcję wolniej i może spokojnie siać strzałami w kilku przeciwników w ciągu 3-ech sekund (tyleteż jednorazowo trwa u niego koncentracja). Gdy zrobimy to z jakimś innym typem broni, to widok po prostu się zoom'uje, ale z czasem nic się nie dzieje. Prawdziwa jatka zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy do walki wkracza Ray... Załóżmy, że w rękach nie trzymamy aktualnie żadnej z jego pukawek, a zza winkla wyskakuje na nas dwóch pretendentów do szybkiego stracenia twarzy (i nie chodzi mi tu o żaden termin psychologiczny:). Naciskamy jeden z bocznych kierunków na krzyżaku i bohater wyciąga oba swoje gnaty na raz, przy czym czas niemal staje w miejscu. Na ekranie zobaczyć można wtedy dwa celowniki, które kierują się do sierodka po łuku. Domyślnie nachodzą one na najbliższy cel i przystaja na nim na momencik - wtedy do akcji wkraczacie Wy i sypiecie elegancką serię do nieszczęśników, a da się tak ubić kilku oprychów na raz. Może nie brzmi to zbyt rewelacyjnie w momencie, gdy to czytacie, ale ów patent bardzo mi się spodobał i Panom (oraz Paniom) z Techland należą się za niego pochwały.
Z rzeczy ciekawszych wyróżnić można tu także pojedynki. Jeśli oglądaliście kiedyś jakiś lepszy Western, to z pewnością wiecie o co mi chodzi. Dwóch bańdziorów staje w znacznej odległości od siebie i na sygnał mogą strzelić do oponenta. Fajnie rozwiązano tą sprawę w Call of Juarez, bo w czasie challenge'ów, ponownie, czas zwalnia, a gracz ma wtedy okazję uchylać się od kul wroga i sporo się namęczyć, aby ustrzelić mu headshota. Kolejna okazja do pochwały za klawy patencik :).
I w zasadzie, to by było na tyle jeśli chodzi o najciekawsze nowości, jakie znalazły się w kodzie od Techland. Chcecie wiedzieć więcej o samych misjach? Są ciekawe - zwłaszcza te Ray'a, a przy tym czasem mocno wciągające. Na to złożył się jednak jeszcze jeden, niezmiernie mnie cieszący aspekt, a mianowicie dość mocno wyśrubowany poziom trudności (jeśli mówimy o trybie Normal). Naprawdę, nie jest łatwo. Czasem trzeba się sporo namęczyć, żeby przejść do kolejnego etapu, ale nie jest też znowu tak, żeby można było powiedzieć, iż developer przesadził. Jest po prostu dobrze, jeśli lubicie małe wyzwania. Co mogę jeszcze powiedzieć o misjach? Czasem denerwują w nich loadingi - 10-sekundowe chamy przywalające się w trakcie trwania aktualnego chaptera. W sumie nie jest ich dużo, bo ok. 2 na jeden poziom, ale z pewnością, w jakiś sposób, można ich było uniknąć.
Co jeszcze? Ano, coś dla tych, którzy czasem lubią oderwać się od głównego trybu gry, a mianowicie miły dodatek zaserwowany
przez twórców, czyli Challenge Mode. Nie jest on może zbyt wymyślny, ale z pewnością spędzicie przy nim niejedną chwilę. No dobra, ale co to w ogóle jest ten Challenge, spytacie? Jest to najzwyczajniejszy zbiór pojedynków (omawianych przeze mnie kilka akapitów wyżej), które odblokowują się w trakcie ukańczania Story Mode. Mimo prostych założeń, pomysł udany. Aha, nie należy zapominać także o trybie Multiplayer, który - choć średni - potrafi wyciąć sporo godzin z życiorysu każdego fana FPs'ów.
Przejdźmy teraz do rzeczy, która wielu z Was interesuje pewnie najbardziej. Jak Call of Juarez prezentuje się pod względem oprawy A/V? Niestety, nie mogę powiedzieć, że wspaniale, ale słowo fajnie pasuje tutaj jak najbardziej. Sama grafika jest bowiem ładna: obiekty są wykonane szczegółowo, pełno tu detali, a i same lokacje wyglądają bardzo obszernie (kaniony!), ale już cienie, modele postaci widziane z oczu bohaterów (mówię o ich nogach i pasie), czy tekstury - bynajmniej nie powalają. Do tego należy dodać jeszcze to, że technicznie Call nie wybija się ponad normę - częste złe detekcje kolizji, czasem chrupiąca animacja. Niech Was to jednak nie odstraszy, bo Call of Juarez wygląda naprawdę ładnie, a takie niedoróbki wcale nie bolą.
Jeśli chodzi o udźwiękowienie, to mamy tutaj to, co powinno się znaleźć w każdym dobrym filmie o tej tematyce. Klimatyczna muza, dobre oddanie dźwięku wystrzałów z różnego typu broni oraz szereg bluzg, którymi dzicy gangole rzucali przecież często. I
w zasadzie, to by było na tyle. Jest dobrze :).
Przyszedł czas na małe podsumowanie. Jakie są moje odczucia po ograniu Call of Juarez? Powiem szczerze i bez ceregieli - bardzo pozytywne. I nie chodzi tutaj już tylko o to, że cieszy mnie udana polska produkcja na Xboxa 360 (bo cieszy mnie niezmiernie:), ale o to, że dostaliśmy po prostu ciekawą, nieszablonową i ładnie się prezentującą strzelankę osadzaoną w ciągle nieokiełznanej przez twórców softu tematyce (Gun to całkiem inna bajka). Gameplay mogący trafić do wielu, ciekawe patenty, ostra, zachodnia, jatka i ładna oprawa A/V. Tak, pokrótce, możnaby opisać ten tytuł. Chciałbym powiedzieć coś sceptycznego, co by Polaków jeszcze bardziej zmobilizowac, ale nie jestem w stanie rzec nic innego, jak swojskie: Dobra robota. Jeszcze trochę pracy, a nasi rodacy w końcu mogą zacząć liczyć się na światowym rynku producentów gier - a Call of Juarez jest dużym krokiem do przodu w tej kwestii. Może nie jest to gra "na 9", ale ocena na dole w pełni oddaje jej charakter i doskonale obrazuje to, co trafi do Waszych rąk, gdy zdecydujecie się ją kupić. Jeśli interesują Cię, graczu, wymienione przeze mnie wyżej plusy, to możesz już iść do sklepu. Jeśli natomiast myślisz inaczej, to poczekaj aż Call stanieje i wtedy spróbuj go ugryźć, bo warto. Kilka miłych chwil i lakkich bananów przy oglądaniu solidnego, polskiego tworu gwarantowane :). [W recenzji przedstawiłem najważniejsze aspekty i ciekawostki gry, żeby zbytnio nie powtarzać MaXima - jeśli chcecie wiedzieć więcej na temat opisywanej tu pozycji, to zapraszam do naszej wcześniejszej recenzji PC-towego Call of Juarez ]
Za udostępnienie gry do testów dziękujemy firmie Techland.



Delicious
StumbleUpon
Reddit
Facebook
Wykop.pl
Gwar.pl
Odpowiedzi
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
Casmirus (niezweryfikowany) - 5 wrzesień, 2007 - 21:05dobra recka zgadzam sią z oceną choć dałbym jedno oczko wyżej za gameplay
i grafiką zważywszy że to polski produkt
i ładnie sie prezentuje na 46''
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
Velios (niezweryfikowany) - 5 wrzesień, 2007 - 21:07W recenzjach nie ma "zważywszy" [smiley=happy] :*
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
Casmirus (niezweryfikowany) - 5 wrzesień, 2007 - 21:11bo sią zważył zupą chmielową [smiley=happy]
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
maXim (niezweryfikowany) - 5 wrzesień, 2007 - 23:15Tak jak Xbox oddaje swoje tytuły PieCykom, tak piecyki oddają swoje Xboxowi [smiley=happy] Aż rzec sią chce "PeCet i Xbox dwa bratanki i do szabli i do szklanki" [smiley=laugh] A Microsoft dobrym wujkiem w tej rodzince :P
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
jam (niezweryfikowany) - 6 wrzesień, 2007 - 14:21a podobno call of juarez na x360 wyglada lepiej niz na PC
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
maXim (niezweryfikowany) - 6 wrzesień, 2007 - 16:21Może i tak, nie wiem nic na ten temat [smiley=happy]
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
Profus (niezweryfikowany) - 7 wrzesień, 2007 - 06:28Dlaczego średni multiplayer? Kupa osób w niego gra i mi sią bardzo podoba.
Swoją drogą nie widziałem tej gry w Media Markcie ani Empiku, ale spokojnie można ją kupić na Allegro wprost od.. Techlandu hehe [smiley=wink]
2gi screen jest z dmc4. wtf?
Phantom (niezweryfikowany) - 7 wrzesień, 2007 - 08:592gi screen jest z dmc4. wtf?
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
Manolito (niezweryfikowany) - 7 wrzesień, 2007 - 12:54Nie chcem robić nikomu reklamuy, ale na stronie msw.pl można kupić grą za 180 zł, a wiąc nie tzreba na allegro sukać. Tak przyokazji to Techland powinien sią postarać o wydanie tej gry w naszym kraju równo ze światową premierą, albo z lekim poślizgiem.
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
jam (niezweryfikowany) - 8 wrzesień, 2007 - 06:46a ja o tym czytalem w CDA ;]
ale chcialem sprawdzic co ty na to!
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
Pyszny (niezweryfikowany) - 8 wrzesień, 2007 - 09:21ale w sumie skoro gra wyszla duuuzo pozniej... to chyba logiczne [smiley=happy] albo przynajmniej normalne :P
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
jam (niezweryfikowany) - 8 wrzesień, 2007 - 13:38tak ale maxim tego nie przyzna i to mnie bawi;]
Re: Call of Juarez [Xbox 360]
mofaczop (niezweryfikowany) - 10 wrzesień, 2007 - 16:51pzreszłem tom gierke na pc fajna fajna zobaczyłem ją na x360 i mam jakieś takie mieszane uczucia grafikia faktycznie wygląda lepiej