Inne 8 bit 16 bit NDS PSP Xbox Playstation 2 Xbox360 Wii Playstation 3 PC

Alone in the Dark

aitd_recka_00.jpg Kiedy dzisiaj mówimy o horrorach w wydaniu elektronicznych na myśl od razu przychodzą takie gry jak Resident Evil, czy Silent Hill. Ale czy młodsi gracze pamiętają jeszcze, jaka gra tak naprawdę rozpoczęła modę na straszenie z ekranów komputerów i konsol? Edward Carnby, detektyw zajmujący się przede wszystkim zjawiskami, których wytłumaczyć naukowo się raczej nie da pojawił się po raz pierwszy na ekranach aż 16 lat temu. Wywołał wtedy niemały szum i nieźle pozamiatał w temacie grywalności, przy okazji rozpoczynając tak uwielbiany dziś przez rzeszę graczy na całym świecie gatunek – survival horror.

 
 
 
Tym razem nasz bohater – Edward – budzi się praktycznie w samym centrum Manhattanu, w budynku stojącym tuż obok Central Parku. Po przebudzeniu mruga powiekami, by móc widzieć wszystko wyraźnie (bardzo ciekawy patent, bo robimy to sami, wciskając po prostu gałkę), i podsłuchuje rozmowę dwóch panów o tym, co się przed chwilą wydarzyło. Mowa o pewnego rodzaju rytuale, którego efektem jest przedostanie się śpiącego od wieków zła do centrum Nowego Jorku. Jak w każdym survival horrorze do czynienia nie mamy ze zwykłymi przeciwnikami, ale oczywiście z mutantami, bo ciężkoaitd_recka_01.jpg inaczej nazwać pokraki, które nas atakują. Poza zmutowanymi ludźmi będziemy spotykać także dziwne odmiany nietoperzy, szczurów, zabójczą płynną substancję, a także poruszającą się po ścianach, sufitach i podłogach rozpadlinę, która okazuje się być śmiertelna dla każdego, kto znajdzie się w pobliżu. Przeciwnicy mogą wydawać się bardziej śmieszni, niż straszni, ale w praktyce sprawują się doskonale. Potrafią kombinować, atakować w grupkach, czy zachodzić nas od tyłu, co w połączeniu z momentami ograniczonymi możliwościami w temacie amunicji daje całkiem niezły efekt zaszczucia. Daje też możliwość pokombinowania trochę z posiadanym w danej chwili ekwipunkiem, bo nic nie stoi na przeszkodzie, by ze środka na komary i zapalniczki zrobić zabójczą broń (ale nie taką z Melem Gibsonem, tylko zabijającą przeciwników. Żarcik taki, hehe ;)). Podobnie z chusteczką, butelką alkoholu, czy choćby taśmą klejącą. A co powiesz na rzut butelką z łatwopalną substancją i celny strzał ostatnim nabojem, posyłający kilka maszkar na zawsze do piekła? Możliwości jest naprawdę sporo, a połączenie ze sobą prostych przedmiotów codziennego użytku może dać całkiem niezłe efekty. Jednocześnie możemy trzymać dwa różne przedmioty - dzięki temu, iż autorzy pomyśleli, że bohaterowie w grach mają zwykle dwie ręce (nareszcie ktoś to zauważył), i tak do każdej z dłoni możemy wsadzić Edwardowi różne rzeczy. Wszystko odbywa się wyjątkowo intuicyjnie w oknie inwentarza, aitd_recka_02.jpgktóre zostało zaprojektowane bardzo nowatorsko. By zobaczyć posiadane aktualnie przedmioty naciskamy jeden przycisk na padzie, a Edward w tym momencie rozchyla poły płaszcza, pokazując przy okazji wszystko co aktualnie przy sobie posiadamy. Niestety są dwa dość poważne minusy takiego rozwiązania. Pierwszy – wszystko odbywa się trochę powoli, a akcja nie zatrzymuje się na czas grzebania w przedmiotach, przez co wciąż jesteśmy narażeni na ataki przeciwników. Drugim poważnym minusem jest brak miejsca. W płaszczu Edwarda jest mało kieszeni, przez co ciągle musimy wyrzucać jakieś przedmioty. Wiadomo, jest to koszt realizmu, ale czy facet nie mógł zakosić komuś plecaka? Sytuację ratuje trochę szybki dostęp do kombinacji przedmiotów, aczkolwiek i on nie jest pozbawiony wad. By skorzystać z quick menu musimy się bowiem zatrzymać i dopiero wybrać. Trochę to durne i raczej kiepsko sprawuje się podczas ucieczki przed przeciwnikami, ale jak to mówią „lepszy cyc niż nic” i musimy zadowolić się takim rozwiązaniem. Może przy okazji jakiegoś patcha albo kolejnej części autorzy poprawią to rozwiązanie i zobaczymy „muszelkę” – if you know what i mean ;)
 
Po premierze gry dało się słyszeć na różnego rodzaju forach internetowych lamenty dotycząceaitd_recka_03.jpg sterowania. Fakt, że do najwygodniejszych nie należy, ale tragedii nie ma. O jego niektórych minusach wspominałem już wcześniej przy okazji ekwipunku, ale pozostała jeszcze kwestia samej rozgrywki. Największą bolączką sterowania w nowym Alone in the Dark jest po prostu jego toporność. Brakuje strafów, Edward rozpędza się jak mały walec, a i walki należą raczej do wymagających, bo czasem ciężko trafić, ale... do wszystkiego można się przyzwyczaić. Tragicznie nie jest i pozostaje mieć po prostu nadzieję, że przy okazji kolejnej części, o ile takowa się pojawi, autorzy poprawią nieco system sterowania.
 
Grafika, podobnie jak sterowanie jest po prostu poprawna. Niestety, gra nie wygląda jak na screenach i filmikach, którymi karmiono nas przed premierą. Oprawa jest naprawdę bardzo nierówna – raz potrafi zaskoczyć i wywołać aitd_recka_04.jpgmyśl „wow, jak to wygląda”, by chwilę później sprawić, że obiadek wraca w okolice przełyku. Momentami wygląda to trochę, jak GTA IV, a w grze tego typu jest to raczej niewybaczalne. Wydaje mi się, że twórcy nie do końca potrafili wykorzystać potencjał swojego silnika, który obsługuje niesamowicie ładne efekty graficzne i potrafi wygenerować coś dużo ładniejszego niż to, co widzimy przez jakieś 75% gry. Bo np. pierwszy level wprowadzający jest jedną z najciekawszych sekwencji interaktywnego intra, jakie miałem okazję oglądać w grach. Ucieczka z walącego się budynku to po prostu poezja. Niestety, Central Partk, w którym rozgrywa się większa część akcji prezentuje się już wyraźnie słabiej. Czyżby ekipie z Eden Studios zabrakło zapału?
 
Dużo lepiej wypada warstwa muzyczna. Efekty dźwiękowe i muzyka po prostu rewelacyjnie wpasowująaitd_recka_05.jpg się w specyfikę tytułu i świetnie budują klimat. Pojękiwania konających ludzi, ryki atakujących nas maszkar, czy chóralne kawałki naprawdę pasują do panującej atmosfery. Nic zatem dziwnego, że do kolekcjonjerskiej edycji gry dołączona została płytka z soundtrackiem, która wydaje się być naprawdę miłym i trafionym dodatkiem.
 
Alone in the Dark zaskakuje również bardzo dobrą fizyką. Nie znajdziemy tutaj akcji rodem z Half Life 2 po znalezieniu gravity guna, ale wszystkie przedmioty zachowują się tak, jak powinny. Niesamowicie prezentują się pożary. Kiedy ogień stopniowo trawi pomieszczenie, sypie się sufit, rozpadają ściany i drzwi - naprawdę jest na co popatrzeć. Dużą wagę przywiązano do interakcji z otoczeniem, i tak - przeciwnika możemy zaatakować praktycznie wszystkim co znajdziemy, a akcje typu bieganie z podpalonym krzesłem są tu na porządku dziennym.
 
Największy zawód gra sprawi osobom, które liczyły na rasowy survival horror. Niestety elementów grozy jest tutaj jak na lekarstwo, a nawet grając w nocy nie uświadczymy zbyt często momentów, w których włoś jeży się na głowie. Zupełnie inaczej maluje się nowy Alone jeśli ktoś nastawił się po prostu na całkiem niezłą przygodówkę z aitd_recka_06.jpgelementami akcji. Wprawdzie elementów akcji jest zdecydowanie więcej niż tych przygodowych, ale opowiedziana historia jest naprawdę ciekawa i chce się grać, bo wraz z postępami w grze wyjaśniają się pewne niezrozumiałe na samym początku sprawy. Pierwsza z brzegu – co robi młody Edward w Nowym Jorku w XXI wieku? Przecież kilkadziesiąt lat temu był w zupełnie innym miejscu, a wyglądał tak samo. Naprawdę warto zagrać, bo fabuła cały czas trzyma w napięciu i niesamowicie wciąga. Warto tutaj wspomnieć o kolejnym nowym w grach patencie, a mianowicie o czymś na wzór menu z filmu dvd. Gra podzielona jest na chaptery, a każdy z nich na krótsze lub dłuższe sekcje, a każdą z nich można w dowolnym momencie pominąć. Jednak wtedy należy zapomnieć o achievemencie za przejście levelu, a i fabuła nieco na tym ucierpi, bo gra jest bardzo liniowa i po kilku pominiętych sekcjach wszystko może nagle stracić sens i przestać trzymać się kupy. Mimo to jest to bardzo miły dodatek dla ludzi, którzy nie lubią się denerwować, że utknęli gdzieś na dłużej.
 
Pora odpowiedzieć sobie na pytanie, dla kogo jest nowy Alone in the Dark. Starzy wyjadacze survivalaitd_recka_07.jpg horrorów mogą poczuć się nieco zawiedzeni, a dla miłośników przygodówek i łamigłówek przygotowano troszkę zbyt mało zagadek. Nowe przygody Edwarda Carnby z pewnością jednak przypadną do gustu każdemu fanowi gier akcji z troszkę cięższym klimatem. Myślę, że pomimo denerwujących bugów można grę, przynajmniej jeśli chodzi o klimat, przyrównać do The Darkness. Tytuł mogły zabić zbyt duże oczekiwania graczy i obietnice twórców, ale na szczęście tak się nie stało. Spore zasługi ma tutaj historia opowiedziana w grze, którą naprawdę warto poznać.
 
Na koniec jeszcze słów kilka o edycji kolekcjonerskiej. Zestaw w jednym z polskich sklepów kosztuje 199zł, a prezentuje się rewelacyjnie. W opinii wielu lepiej niż Metal Gear Solid 4 Collector’s. W skład edycji limitowanej wchodzi płyta z muzyką, film z serii making of, figurka głównego bohatera (wykonana dość starannie, ale wyglądem nie powala), książeczka z artami, no i oczywiście DVD z grą. Wszystko to zapakowane w bardzo ładne i dość spore pudełko, które zobaczyć możecie na zdjęciu obok. Jeżeli tylko macie możliwość zakupu takiej wersji gry, to gorąco polecam, tym bardziej, że zwykła kosztuje 169zł, więc wszystkie opisane gadżety dostajemy za 30zł.

Ocena końcowa:

7.3

Dźwięk:9
Grafika:7
Gameplay:7
Żywotność:6
pegi 16+
Producent: Eden Studios
Dystrybutor PL: CD Projekt
Premiera PL: 26.06.2008
Dystrybutor: Atari
Premiera: 20.06.2008
oficjalna strona www
minusy:
plusy: