za małolata strasznie chciałem zostać żołnierzem. Nie jakąś tam pokraką
a’la polski wytwór zwany Kokomando, lecz najprawdziwszym twardzielem
niczym John Rambo. Latać po lesie z karabinem, taplać się w błocie i
wywijać czołgiem bączki na szosie. Teraz dzięki grze SOCOM: U.S. Navy
SEALs Fireteam Bravo 2 w mgnieniu oka mogę wskoczyć w mundur i wyruszyć
na pole walki. Do tego jestem pewny, że w przeciwieństwie do
podwórkowej zabawy w żołnierza, grając w Socoma nie rozwalę już żadnemu
koledze głowy kamieniem :P
Akcja w FTB2 rozgrywa się na terytorium fikcyjnego państwa o
egzotycznie brzmiącej nazwie Adjikistan. Kraina ta położona jest gdzieś
w okolicach Azji Centralnej. Nie ma tu miejsca na nudę, czy monotonię.
Jeżeli miałbym określić tę okolicę w dwóch słowach, nazwałbym ją bez
chwili zwątpienia krajem kontrast
ów.
Mimo, że nie opuszczamy granic jednego państwa, to krajobraz, w którym
rozgrywane są misje potrafi się naprawdę drastycznie zmienić. Raz
ślizgamy się po zaśnieżonych górskich stokach, by za chwilę umierać z
pragnienia tułając się po pustynnych bezkresach. Autorzy oddali nam do
dyspozycji tylko 14 misji. Nie oszukujmy się, nie popisali się w tym
aspekcie. Nie jest to jakaś porywająca ilość. Przekłada się to na fakt,
że grę bez żadnego problemu można ukończyć w jeden dzień. Sprawę na
szczęście ratuje dodatkowo zaimplementowany generator misji. Po
zakończeniu każdego poziomu, gra generuje na jego terenie szereg nowych
zadań. Możemy więc w każdym momencie powrócić do odwiedzonych już
wcześniej lokacji by znów pomóc lokalnej społeczności z borykającymi
ich problemami. Musze nadmienić, że kolejność zadań zależy w 100% od
naszego widzimisie. To my właśnie decydujemy według jakiej kolejności
będziemy wykonywać nasze zlecenia. Te z kolei są dosyć różnorodne. Raz
musimy wysadzić coś w powietrze, czasem kogoś wyeliminować, a innym
razem pochwycić jakiegoś delikwenta, nie wyrządzając mu przy tym żadnej
większej szkody. Dodam jeszcze, że całość okraszona jest ogromem nieźle
budujących napięcie cutscenek.
Teraz troc
hę
o naszej dzielnej brygadzie. W przeciwieństwie do SOCOMa na konsole
stacjonarne, jesteśmy tutaj członkiem zaledwie dwuosobowego oddziału
(tzn. kierujemy jednym, dzielnym wojakiem, drugiemu jednak możemy
wydawać rozkazy typu: idź tam, czekaj, sabotuj to i owo lub po prostu
wyczyść pomieszczenie z przeciwników). Wydaje mi się, że może mieć to
jakiś związek z ograniczeniami, które narzuciła na developerów
ograniczona moc konsoli przenośnej. Z tym samym faktem pewnie związany
jest też brak możliwości kierowania pojazdami w grze. Jednak to, że nie
pośmigamy sobie w tej gierce Jeepem po polnej dróżce nie jest
specjalnie przygnębiające. To nie ma być „Prawo jazdy z Dodą”, tylko
gra wojenna. Dzięki temu mamy tu więcej czasu na strzelanie do "tych
złych", co grze wychodzi zdecydowanie na plus. Warto też wspomnieć, że
losy naszej drużyny często przeplatają się z fa
bułą SOCOM: U.S. Navy
Seals Combined Assault na PS2. Wręcz pełnymi garściami czerpie z tego funkcja nazwana Cross-Talk. Polega
ona na tym, że naszą konsolkę z FTB2 możemy podłączyć do PS2 z
odpalonym przed chwilą wspomnianym tytułem. Zaowocuje to tym, że jeżeli
w jednej grze wyeliminowaliśmy już jakąś grupkę jegomości, to na
drugiej konsoli natkniemy się jedynie na ich jeszcze ciepłe mogiły.
Działa to oczywiście w obie strony. Nie udało mi się jednak
przetestować tego empirycznie. Powód jest prosty - czarnula nie zdążyła
jeszcze zawitać w progi mojego domostwa. Nie jest to na szczęście
istotna cześć rozgrywki, a jedynie dodatek, więc dużo z tego też powodu
chyba nie straciłem i jakoś to przeboleję.
W grze
mamy do dyspozycji sporej wielkości arsenał mieszczący w sobie 40 wykorzystywanych na co dzień pukawek. Naprawdę jest
z czego wybierać. Oprócz samych karabinów maszynowych dostajemy także
różnego rodzaju wyrzutnie rakiet, granaty, a nawet broń na gumową
amunicję. Do większości broni dołączyć można różne tłumiki, lunety.
Wyposażenie zbrojowni systematycznie powiększamy zbierając w czasie
walki punkty CE (Command Equity) oraz LI (Local Influence). Te pierwsze
otrzymujemy za wykonywanie zleconych nam zadań. Pozwalają one na zakup
fatałaszków oraz uzbrojenia charakterystycznego dla szarego,
pożerającego hamburgery żołnierza. Drugie punkty z kolei zdobywamy
pomagając lokalnej ludności. W zamian mamy możliwość wyboru w
najmodniejszym uzbrojeniu dostępnym aktualnie na czarnym rynku. Znaleźć
tam możemy min. karabin M1 Garand z czasów drugiej wojny światowej,
starego dobrego kałacha oraz inne uwielbiane (zwłaszcza przez kolesi w
turbanach) giwery.
Największym atutem SOCOMa zawsze był tryb multiplayer. W FTB2 też nic w
tej kwestii się nie zmieniło. D
o wyboru mamy 12 różnych map. Można grać
w trybie Ad-Hoc, jak i Infrastructure (maksymalnie 16 osób). Ludzi
szarpiących po necie jest od groma. Tak
samo jak na dużej konsoli, gra robi dobry użytek z headsetu. Nie ma
więc żadnego problemu by na przykład podszkolić swój angielski,
omawiając z koleżkami taktykę walki w następnej rundzie. Na koniec wspomnę jeszcze o oprawie AV. Wizualnie przedstawia się dość
sympatycznie. Nie ujrzymy tu może jakichś graficznych fajerwerków, ale
został w tej kwestii odwalony kawał dobrej i solidnej roboty (co łatwo
można zauważyć na zamieszczonych screenach). Od strony audio też obyło
się bez zarzutów. W menu głównym nadal przygrywa znana już melodyjka, a
huk karabinów przyprawia o szybsze bicie serca.
Jeżeli ktoś się jeszcze waha, to po necie od jakiegoś czasu krąży DEMO,
więc można je sobie obadać przed ew. zakupem. Ja ze swojej strony mogę
jedynie ten tytuł serdecznie polecić. Bez odbioru!
Producent: Zipper Interactive
Dystrybutor PL: Sony Computer Ent.

Delicious
StumbleUpon
Reddit
Facebook
Wykop.pl
Gwar.pl
Odpowiedzi
Re: SOCOM: U.S. Navy Seals Fireteam Bravo 2
Tweener (niezweryfikowany) - 28 czerwiec, 2007 - 11:43Grałem w to i mi sią nie podoba. ;/ Wogóle strzelanki na PSP są strasznie nie wygodne...
Re: SOCOM: U.S. Navy Seals Fireteam Bravo 2
DuBuS (niezweryfikowany) - 1 lipiec, 2007 - 08:31Ta gra jest spoko, ale przekonasz sią o tym tylko na multi [smiley=wink]